Archiwum na Grudzień, 2008

Rok 2008 niedługo się kończy. Choć symboliczny to podział, jak co roku wolę ustalić, że jest to początek kolejnego rozdziału w moim życiu. Nie robię idiotycznych postanowień noworocznych, bo większa szansa jest, że takowych dotrzymam, jeśli stworzę je w np. nieparzysty czwartek, niż, gdybym wymyślił je w amoku sylwestrowym.

Tuńczyk i Poker - po czym poznać prawdziwego faceta.

Zdjęcie pokazujące istotę roku 2008 zmaterializowaną do postaci tuńczyka i zacnego piwa marki Poker.

Niechronologicznie – co rok 2008 mi przyniósł?

  • Betonowy system psychicznej autoochrony stworzył psyhoRacego
  • Uwierzyłem ponownie, że pływający w szambie odgrzewany latami kotlet zapewni mi szczęście. Zawiodłem się, zachłystując nieczystościami
  • Trawiłem C2H5OH, sinusoidalnie, przy wysokich amplitudach
  • Spełniłem wiele marzeń, moje życie stało się lepsze
  • Z ekipą głosiłem nihilizm na Juwenaliach, wierząc, że to oryginalne
  • Pierwszy raz straciłem pracę, po czym okazało się, że pracoholizm nie był dobrą drogą
  • Raniłem, mimo, że chciałem absolutnie dobrze
  • Relaksowałem się w idyllicznym słoneczku na plażach i placach świata
  • Błądziłem, bardzo dużo błądziłem, przekonując się, że im dalej w las, tym więcej zabrudzonych chusteczek higienicznych
  • Otoczyłem się gadżetami, co chociaż nie są miłe i ciepłe jak okład z młodych, kobiecych piersi, to pozwalają na chwile zapomnieć
  • Po raz pierwszy w życiu zacząłem jeździć po świecie, odwiedziłem kilka miejsc w Polsce i za granicą, dystansując się do swego jestestwa
  • Zobojętniały na cały świat wyjechałem na Woodstock, gdzie dokonała sie wulkAnizacja mego mózgu
  • Perkusiście Lao Che oznajmiłem, że może szczerze żałować, że nigdy nie był pod sceną na koncercie swego zespołu
  • Przeżyłem wszystko, doznałem wszystkiego, pełen koloryt i pełne spektrum doznań zostało mi zesłane, zupełnie trzeźwo
  • Czułem się szczęśliwy, co utwierdziło mnie w przekonaniu, że trzeba rozkoszować chwilę, bo nic nie trwa dłużej niż moment
  • Utwierdziłem się w przekonaniu, że Szczecin jest miejscem gdzie każdy z każdym albo kiedyś kopulował, albo kopał obcokrajowca. A gdy przeszedłem z tym do porządku dziennego, dowiadywałem się o tym drugi raz. I trzeci. I czwarty. I kolejny.
  • Uścisnąłem dłoń Pierwszej Personie Muzyki Alternatywnej – L.U.C, człowiekowi, którego strumień świadomości deklasuje wszystko co do tej pory poznałem. Pogratulowałem wytrwałości i faktu tworzenia
  • Zgłębiałem meandry psychiki, kolejny raz przekonując się, że lepiej żyć w błogiej nieświadomości niż wiedzieć
  • Pływałem amfibią ambiwalencji po galaktykach wyborów
  • Kolekcjonowałem doznania, zamykając je w przepełnionych pudełeczkach
  • Utwierdziłem się w stałym mym przekonaniu, że nigdy nie będę tolerował narkotyków w otoczeniu moim i moich bliskich
  • Śpiewałem pod nosem: ‚Ja proszę, ja naprawdę nie chce nigdy być dorosły. Bo wszystkie dorosłe to są dziady wstrętne, ole’
  • Łamałem sobie psychikę połamaną muzyką, zgłębiałem jak nigdy sztukę rytmu
  • Zrozumiałem, że zakrzywienia czasoprzestrzeni to fakt – rozpocząłem studia na politechnice, skończę na uniwersytecie, nie zmieniając nawet promotora. PS + AR = ZUT. Conversion completed
  • Bywałem szczęśliwy do granic możliwości, mimo, że zdawałem sobie sprawę, że wraz z nastaniem dnia intensyfikacja zmysłów ustanie
  • Wszelkie piękno było nad wyraz piękne, a zło było nad wyraz złe
  • Nie dostałem jak rok temu pod choinkę kocyka, który chociaż wywołał łzę i wzruszenie, to jak na ironię do dziś sprawia, że jest mi ciepło.

Więcej grzechów nie pamiętaj, homo sum et nihil humanum a me alienum esse puto. Carpe diem, bo panta rhei. Gdzie kucharek sześć, tam dwanaście sutków. Kwiecień – plecień, co przeplata, trochę zimy, trochę lata. I parę innych fajnych przysłów i cytatów.

Mimo tego, że nie zawsze było dobrze – życzę każdemu, aby w kolejnym roku przeżył (lub bardziej – doznał, bo wspomnienia są przecież subiektywne) chociaż promil tego co wyżej wymieniłem. Bo życie jest taką głęboką studnią z krystaliczną wodą, co zwykle jawi się jako dziura kloaczna po brzegi wypełniona ekstrementami. Ale należy zakasać rękawy i brać tą kakę, pokroić równo, konsumować jak pan Bóg kazał i prosić o jeszcze.

Więc proszę o jeszcze…

… i naprawdę boję się rutyny i szarości.

A Wam życzę poprawienia kolorytu bytu i trwałej pasji pod wszelką postacią. Enter.

Tagi: , , , , , , ,

Comments 3 komentarzy »

Nienawidzę tego uczucia.
Absolut wykreował je jako wypadkową bezradności i psychicznego bólu nie do wytrzymania. Układając na spoczynek swe ciało, gaszę światło, by celowo wytłumić zmysły. Sługusy zazdrości przyjmują wtedy postać szpilek, które równomiernie i sumiennie nakłuwają ciało na 2 metrach kwadratowych jego zwilżonej chorobliwym potem powierzchni. Wielopasmowe autostrady w głowie zostają natomiast zapętlone, a galopujące po nich impulsy nerwowe rotują natrętnie wokół istoty, będącej przedmiotem zazdrości.

Wielokrotnie w swoim życiu byłem zazdrosny do granic percepcji. Następuje wtedy specyficzna synestezja, kiedy to obsesyjne myśli „wylewają” się na inne zmysły. Patrzenie na zdjęcia fizycznie boli, halucynowanie jej wizerunku razi i podrażnia siatkówkę, psotne zmysły robią z lokomotoryki ser biały trzykrotnie zmielony. Ciekawe poniekąd, ale nie takie doznania chcę kolekcjonować.

Absolut stworzył na szczęście wentyl bezpieczeństwa – zazdrość potrafi minąć. Podobnie jak miłość, nienawiść i kilka innych fajnych uczuć przecinających paletę spektrum mieszanki chemii wewnątrzmózgowej, czyniących życie warte życia, a jednak tak męczących nas na codzień, uniemożliwiając niezakłócone, obiektywne interpretowanie otaczającej nas rzeczywistości. Do dupy z tym.

Nienawidzę tego uczucia.

Tagi: , , , , , ,

Comments 1 komentarz »

Ou Dża. Ale się porobiło. Miałem nie publikować, ale mości GDR! mnie podkusił. Jakoś tak bywa, że z uwagi na swoje owłosienie, staję się uświadamiaczem. Niestety, stary jestem, nie mam już siły, więc psuję młodzieży psychikę. Co by nie było – rozmowa jest oryginalna, przyciąłem dłużyzny, wyjąłem z kontekstu, zapominając, że też kiedyś miałem 15 lat.

<4xxxxx5> Witaj :) . wiesz moze to zabrzmiec glupio ale Reggae mnie zmienia mam inne nastawienie!! Kocham wszystkich ludzi!! cos wspanialego. Czuje,ze Reggae to cos czego szukalam nowe hobby nowa pasja. Wiec zapytam o to Ciebie bo wydaje mi sie,ze bedziesz wiedzial. Czy muzyka Reggae,Rasta,Rastafari jest zwiazana z religia katolicka,Chrzescijanska? Bo Chce zaczac poznawac to wszystko chce wejsc w to poprostu ale boje sie,ze to jest przeciwko mojej religii:/
<hoRacy> Muzyka reggae o ile gra ją czarny, zjarany murzyn z jamajki, zwiazana jest z ruchem rastafarai. Jesli natomiast gra ją białas w dredach lub bez – jest tylko pozerstwem i sposobem na „wyrwanie na pukanie” małolatek zafascynowanych muzyką reggae.
<4xxxxx5> Bo wiesz boje sie,ze robie cos wobez swojej religi. Do konca nie rozumiem tego wszystkiego co zwiazane z reggae bo to naprawde trudne tematy
<hoRacy> … przykro mi w takim raize, ze religia znaczy dla Ciebie tyle. religia to opium dla mas
<4xxxxx5> np.Rasta to sa te 3 kolory to rozumiem o co chodzi z tym. Tylko zabardzo nie wiem kto to jest ten Jah i te Rastafarii. Religia znaczy dla mnie bardzo duzo a reggae to cos czego poszukiwalam…to juz zaczelo zmieniac moje zycie na lepsze. Powiesz mi kto to jest ten Jah i to Rastafari?
<hoRacy> Jah = Bóg. Rastafarianizm to religia. Rastafarianie uważają, że kosciol i watykan to zło. Mowią na to Babilon, stąd tyle o paleniu Babilonu, czy o zrzucaniu bomb na watykan
<4xxxxx5> Rozumiem.:/ ale to cos zlego,ze ja slucham takiej muzyki chce zrobic sobie dredy i nosze kolory rasta ?
<hoRacy> Dread znaczy po angielsku STRACH. Rastafarianie tak naprawde nie są pozytywni. Haile Selassie będący pierwsza personą ruchu rastafarai był gorszym tyranem niż hitler. Kolor czerwony w trojkolorowej fladze oznacza KREW.
<4xxxxx5> Kurcze niby myslalam,ze to takie piekne ale jednak nie. zawsze jest cos nie tak

„Nie tak, nie tak, nie tak dziewczyno. Nie tak to miało być, mieliśmy przecież iść na wino, bo się nam zachciało pić”: Nie tak, Dyszcz.

PS. Mały bonus po kilku godzinach milczenia:

<4xxxxx5> Jedna sprawa – http://www.youtube.com/watch?v=-00IbDaEsOE o jakim on króló spiewa ?Czy to o Jezusie jest?
<hoRacy> Luta podobno często biega do kościółka, więc może tak
<4xxxxx5> Czyli Luta jest spoko? Ja tez lubie kosciol. kiedys chodzilam co niedziele i czytalam Pismo Swiete I Spiewalam ale teraz mieszkam za granica i to jest trudne. czyli Luta nie mial na mysli Rastafari w tej piosence?

no comment. Chciałbym wciąż być młody, świat był taki prosty, a skomplikowanie dopiero się w nim odkrywało. Poza tym kto słucha reggae, ten rucha kolegę ;]

Teraz Słucham: Kanał Audytywny – Gwiezdne Galaktyki

Tagi: , , , , , , , , ,

Comments 7 komentarzy »

Dlaczego?

  • Przecież to nie uzależnienie – rzadziej niż raz na kilka miesięcy na kilka chwil przypominam sobie o istnieniu proszku magicznego.
  • To nie działanie – nikotyna inhalowanej tabaki pobudza znacznie mniej niż spalenie papierosa (nienawidzę smrodu dymu – niszczę palaczy gderaniem)
  • To nie szpan – chociaż młodzież ponoć czuje się oryginalnie, gdy zamiast odpalić fajczura – niczym szlachcic sarmata tworzy tabakierkę z paluszków. Ale ja już nie młodzież.

Więc co?

  • Bo gdy w nozdrzach poczuję Gawith Apricot, a morele ogarniają moje zatoki, przypomina mi się bezgraniczne pole rzepaku, gdzie ja, na miłym wzniesieniu, w świeżym letnim wietrze obserwuję falliczny kształt pozostałości po drzewie, w które onegdaj uderzył piorun.
  • Bo gdy łzy w moich oczach wywoła Gletscher Prise, czuję orzeźwienie porównywalne do 10 czarnych cukierków Hals zjedzonych łapczywie na środku zamarźniętego jeziora w Dąbiu (nie Szczecin-Dąbiu).
  • Bo gdy zasmakuję Ozona Cherry czuję słodycz kojarzącą mi się z pierwszymi wybrykami alkoholowymi, w zamierzchłych czasach, gdzie zdaje się wszystko było łatwiejsze, a młodzieńczy, ugrzeczniony bunt ograniczał się do sumiennej i regulalnej nauki, która nie kolidowała z poznawaniem najniższej półki z winami – asortymentu sklepu „Na Rogu”
  • Gdy anyżowy Lowen Prise wywołuje swędzenie dziąseł – czuje, że gryząca i sztuczna słodycz też jest piękna na swój indywidualny sposób.
  • Zawsze kiedy w akcie ostatecznego sponiewierania częstuję ludzi tabaką Red Bull, wiem, że gram z losem w picipolo i albo wygram, i wszyscy dostaną pieprzowego kopa, albo przegram i horyzontalna pozycja będzie jedyną opcją na (nie)miłe zakończenie nocy. Dla wszystkich.
  • Gdy znajdzie się kozak, Pan z cyklu „cototonieja”, samozwańczy król imprezy, Cassanova i Pudzianowski w jednej osobie – nie odmówi on Medicated No. 99. Nie odmówi i zamrze w czeluściach zmagania się z własnym ego zniszczonym przez małą dawkę mikroskopijnie zmielonego proszku.
  • Bo gdy spróbowałem Gawith Cola przypomniałem sobie lizaki o smaku coli za 10 groszy z kiosku spożywczego, popijane soczkiem z woreczka i zagryzane gumą kulką.
  • Bo za każdym razem jak widzę biało-zielone pudełko Ozona Spearmint nie mogę się nie uśmiechnąć, bo ta przesmaczna tabaka ma w swojej nazwie ejakulat. Mam nadzieję, że tylko w nazwie.
  • Bo gdy wymarzyłem sobie tytoniowy proszek o smaku ukochanej wanilii – zdobyłem Chapman Vanilla Snuff… I pożałowałem, że niemiecka firma produkująca ten wyrób jeszcze istnieje. Paskudztwo (Chapman Cherry też jest skrajnym złem).
  • Bo gdy Żabol podarował mi kiedyś resztkę McChrystals nie mogłem uwierzyć, że ktoś stworzył bardziej chemiczny proszek do prania, przeznaczony dodatkowo do wciągania przez nos.
Nerd zażywa tabakę z białego PSP
Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Comments 2 komentarzy »

Zawsze uwielbiałem filmy z cyklu „Jak to jest zrobione”. Dziś trafiłem na dwa świetne filmiki pokazujące jak produkowane są matryce CCD i soczewki złożonych obiektywów. Jestem przerażony. Jak zawsze, jak wszystkim. Znakomite ;)

YouTube Preview Image
YouTube Preview Image
I mały bonus z cyklu „byłem dzieckiem i nie chciałem żadnych zmian”
YouTube Preview Image

Tagi: , , , , , , , , ,

Comments Brak komentarzy »