Nie mam weny na pisanie, chociaż w głowie mej ostatnio myśli biegają coraz szybciej. Żyję szybko, aktywnie, ale coraz mniej męcząco i wyniszczająco. Chyba się starzeję, bo współczynnik hardkorowości spada osiągając już dawno temu poziom przeciętny.

Podróżowałem trochę. Miał  być wypad kmieciolotem do Włoch, turbolader katastrophe zmusił nas jednak by osiąść w Monachium. Był Mediolan, stolica mody, perfumerii najlepszych, karaluchów i syfu na ulicy. Był Poznań i Warszawa ze dwa razy akurat gdy para prezydencka zaliczyła upadek z kilku metrów w Wielkiej Maszynie. Było piękne Alicante w Hiszpanii, gdzie w ciągu trzech dób wypiłem 10 win. Nie byłem pijany, tak sobie mówię. Ale jak tu nie pić przepysznego wina, skoro mercadony obfitują w różnorodne jego rodzaje, a w przedziale cenowym 1-3 euro mamy dostępnych kilkadziesiąt marek?

Be Sociable, Share!
Tagi: , ,
3 odpowiedzi na “Alicante, Hiszpania – rzecz o Winie i Karze”
  1. Zienek pisze:

    No to pierwsze było zapewne ciekawe w smaku ]:>

  2. fj pisze:

    Chyba szczególnie smakowało to z tempranillo (takie winogrona) :-)

    Proszę nie wymieniać cen tych buteleczek smakowitego szczęścia, bo się smutno robi!

  3. karmacola pisze:

    Zajebiste to fotki :)

  4.  
Pozostaw odpowiedź