Archiwum dla kategorii “Poezja i słowa pisane [sic!]”

Czyli wszystko co język giętki zdołał przelać w nieskończonośc liter i zwrotów

Oi! Bogini z roślin powstała,
Miofilamentów od nastulat wyrzeknięta!
Twa Boskość choć chwalona przez licznych,
opiewana przez jednego.

Oto i ja.
Zagubiony wśród betonu,
a w nim pasu zieleni poszukujący.

Oto i ja. Zgubiony wśród zieleni,
a nań bloki betonu odnajdujący.

W chaosie, gdy deficyt entropii stał się nieosiągalnym opus magnum Architekta,
na „M jak Metamorfoza” jawi mi się JEDNA Stała Uniwersalna.

Idę w gąszcz i naiwnie wierzę.
Trzymam się liany, głupio ufam sobie.
Wyczuwam woń Stałej,
a Zmienne bez inicjalizacji omijam.
Wzdłuż krętych ścieżek żywego płotu do wrót Twej świątyni,
niczym nić Ariadny helisę DNA nasieniem plotę.

Skąd pęd do flory? Wciąż szukam Przyczyny.
Przeto już jestem i szybko oddycham
Rozpostarte konary inspirują,
naglą do herezji wizją hedonizmu.
W trudzie wyciosany ten to totem.
Idę po grot, by zlać nas potem potem.

Z namaszczeniem pielęgnuję gałązki.
Korę nacinam, by soki zbierać.
Ku lepszym plonom krępuję pnącza.
Te napinam w łuk strzelisty.
W stronę światła lampy sodowej.

Kosztuję kojącego owocu u szczytu Twych wzgórz,
gładzę językiem odnogi nerwacji.
Wspinam się do kwiatostanu,
by posiąść życiodajny sok.

W odpowiedzi na brak pytania,
wśród liści i kłód,
drewniane łoże
kwieciem usłane aż po grób.
Jak Euterpe i Erato w miłosnym uścisku.

Oto abstrakt: skok w bok.
W krok. W spokój, poza mrok.

Wolna forma wypowiedzi, coś jak alkoholem wspomagany strumień świadomości, podczas rzepakowej wyprawy po wsi polskiej. Na temat. Z pozdrowieniami z Chmurnego Kukułczyna.

Tagi: , , , ,

Comments Brak komentarzy »

… i pamiętaj, ze kto żuje gumę w lesie, temu chata płonie. Jak to kiedyś pewien Poeta rzekł, po czym skonał. A HoRacy zamiast wydrukować post z podsumowaniem roku Anno Domini 2009, w odpowiedzi na brak, pogrąża się w substytucji i płodzi kolejne tanie erotyki, próbując nie czuć się zmęczony każdą komórką ciała. Ten pochodzi z trzeciego kwartału 2009. Zapisany został w nocy, w telefonie, jak każda moja myśl.

Co noc krzyczę o krzywiznach linii dachów na każdym rynku, w każdym pięknym mieście. Infinitum uchylonych okien na każdym z poddaszy błaga o obecność naszych jęków.

Co noc kochamy się na drzewach. Podwieszeni za przeguby dłoni wyginamy ciała w nienaturalne łuki. Natura i pożądanie w tańcu z Erosem i Tanatosem.

Struktura dwuosobowa jest uniezależniona od reszty świata. Obieg wilgoci między nami, nasiąkanie powietrza potem, erupcja seksualnej potencji, skraplanie czystej miłości na naszych ciałach. Z drugiej strony – te cholerne maski dla świata, jako wentyl bezpieczeństwa, by nie zatracić się do szczętu w postępującym uzależnieniu od swych tkanek opiętych na przyspieszonych oddechach. Probierz n-holizmu.

Miasto samo nic nie znaczy. Jest jak szyna danych, nośnik informacji. Trywialne tło dla wyjętych z przestrzeni wydarzeń, gdzie kreuje nowe zależności ekstraordynarny Mistrz Gry.

Głowa niczym reaktor aktu tworzenia, ciało jako wulkan, zwiastun magmy.

Wiem, że słabe. Wiem, że typowe. Wiem też, że oddaje chwilowy stan umysłu i pozwala mi go odtworzyć. Poza tym, parafrazując Mądrość pewną:

klęska.
jako nadawca komunikatu zawiodłem,
wracam na tarczy.
akt językowy to sprawa podła,
gdy wieloznaczność warczy.

i chuj…

Tagi: , ,

Comments 2 komentarzy »

Kolejny tani erotyk, spłodzony podczas śnieżnego powrotu z krokietów z baru mlecznego, gdzieś na ulicy Jagiellońskiej. Nagrany wokalnie na telefon komórkowy, zainspirowany billboardem Orange.

Czuję, więc jestem (sakralna prostytucja).

Jestem nieśmiałą dziewczyną, którą spotkałem w barze mlecznym.
Jestem każdą z kobiet z którą dzieliłem przestrzeń w windzie.
Jestem kojącym głosem operatorki z call-center na Ukrainie.
Jestem tłumionym jękiem rozkoszy, który nocą wypadł przez niedomknięte okno.
Jestem tą puszystą panią, która bardziej chciała, azali mogła.
Jestem kuszącym zapachem niewiasty nieosiągalnej, którą codziennie mijam w tramwaju.
Jestem każdą kobietą, której wilgoci zaznałem.
Jestem matką trojga dzieci, co zawsze dzwoni za potrzebą.
Jestem platonicznym uczuciem do nauczyciela francuskiego.

Mgła ograniczyła widoczność do kilku metrów.
Pomarańczowa aura pieści powietrze światłem latarni.
Fotony rozpraszają się płynnie w drobinkach pary wodnej.
W oddali zapraszają czerwone neony.
Kusicielki z pornoklubu wyglądają dziś nad wyraz pięknie,
ale wierzę, że córy Koryntu nie są zwykłymi dziwkami.
Modlę się o moje wyimaginowane żony.

Tagi: , , , , , ,

Comments 4 komentarzy »

Nie mogę spać, wątpię, więc jestem. I piszę.

Język

Wybieram swój język
i muskaniem konstruuję hellisę
narastających doznań.
Kręta droga między uchem, a karkiem
niewyraźnie szepcze o więcej.

Chwilę zastanawiam się
i przecinam twą skórę
kłując niepewnością.
Nagość staję się nieporządanym okryciem,
a nieokrzesane żądze
palą i goreją.

Chwilę zastanawiam się
i zaczynam rozumieć
sens naruszenia ciągłej struktury twej gładkiej powłoki.
Dentalną magią rozrywam twój układ krążenia,
gdy biel zębów kontrastuje z żywą jeszcze czerwienią
na płótnie z pobudzonej skóry.
Tę lubieżnie zwilżam śliną i enzymami.
Nie potrzebny jest podtlenek azotu,
dziś smak osocza będzie królową anestezją.

Wielkie twe oczy rysują ambiwalencję,
ja dezintegrując produkuję twardsze tu i teraz.
Nie robimy nic złego, głaszcze i wplatam dłoń w twoje włosy.
Ćpam smak, gryzę intensywność,
po stukroć proszę  o intensywny rewanż.
Nocą czucie staje się jedynym sensem istnienia.

Tagi: , ,

Comments 2 komentarzy »

Mam gdzieś na dysku kilkadziesiąt kilobajtów tekstów, spisywanych po kilka zdań poprzez długie miesiące, nawet lata. Myślę o tym, by złożyć to kiedyś w jakieś pompatyczne opowiadanko o wymyślonym dawno tytule: „Poemat o szczęściu instant” . Lubię mieszać podczas pisania fikcję z własną empirią.  Tylko czy jest jakikolwiek sens/cel w publikowaniu treści, gdzie osobiste wyznania mieszają się z nieprawdziwymi tworami, przez odbiorcę postrzeganymi jako totalny ekshibicjonizm emocjonalny?

Cóż, oto karli fragmencik:

Jeszcze a propos odchudzania. Pomogę Tobie zrzucić 85 zbędnych kilogramów w mgnieniu oka.
Odejdę…
Jeśli mnie okłamiesz – odejdę…
Jeśli będziesz z innym – odejdę…
Jeśli nie przestaniesz niszczyć siebie – odejdę…

Rzodkiewka, którą miałem skonsumować namiętnie wraz z wieczorną dawką chleba z pasztetem, wdzięcznie stoczyła się do odpływu ściekowego, wraz z litrami omywającej asfalt deszczówki. Kolejną porcją cieczy w kolejce do spotkania z ekskrementami miejskiej kanalizy stał się lepki płyn rdzeniowo-kręgowy. Jaki to niefart, małe potknięcie, a nadwyrężone aksony zostały poprzerywane. Wierzgające jeszcze przed chwilą impulsy nerwowe, teraz skazane zostały na ciche i dyskretne jonizowanie powietrza wokół roztrzaskanej głowy. Czy ten nowobogacki w błyszczącym czarnym jeepie nie widział, że przewróciłem się, próbując regulaminowo przejść przez jezdnię? Od zawsze każdemu kierowcy patrzyłem głęboko w oczy – chciałem widzieć spojrzenie tego, który mógł stać się katem, finalnie kończąć mój żywot. Ten skurwiel nawet nie dał szansy podnieść mi się z biało czerwonej zebry.

Ale wciąż jestem. Mniej palę, mniej piję, mam regularny stolec, uśmiecham się tylko do siebie. Jest dobrze.

Tagi: , , , , ,

Comments 6 komentarzy »

Jakoś przypadkiem odgrzebałem mój stary wierszy sprzed 4 lat. Może potraktować to jako tekst piosenki do inkubującego się we łbie projektu? Enjoy ;)

O CIELE

Chwytaj chwilę, dzień tak szybko mija,
posuwa się mór, ostatnia godzina.

Duszę mą wieczną jak pewnik wciąż traktuję
płaszcz sumienia na ramieniu, a ja znów poluję!

Uroda przemija jako krótka chwila.
Uroda? Tak bardzo żywot nam umila.

Więc kusi młodzieńców, powabnie nas zwabia.
Wziął się za ciało, duszę gdzieś zostawia.

I nie patrz jak prusak zza krzaka, co wyjdzie.
Ja pięknem się syce, na duszę czas przyjdzie.

Jedno żądanie wyrwane kaszlem rwącym,
Daj mi proszę zostać humanistą praktykującym.

Tagi: , , ,

Comments 1 komentarz »

Pentagram ze zniczy

Siedzieli przy stole już którąś godzinę, podczas gdy nagle zza chmury gęstego, papierosowego dymu wynurzyła się twarz rosłej postaci. Nadpsute zęby, nieświeży włos, kilkudniowy nierówny zarost. Osobnik przemawia:

- Aby ambitnym być. Wiesz, takim artystą być. Nie jakimś zahukanym pracoholikiem, a osobą otwartą, wiesz, komunikatywną. Taką do ludzi, ale nie z towarem, który tam opchnąć komuś chcesz po promocji za gram, ale takim empatycznym być. No taka jest definicja moja, wiesz, kto to jest dob… dobrego człowieka, znaczy się. No bo wiesz, no, zapierdalałem pięć lat na tej polibudzie. Pięć lat nauki dzień i noc, a tu się okazuję, że nie dość, że pracy nie mam, to jeszcze kurwa mi mandat miesiąc temu za przejście w niedozwolonym miejscu palanteria wlepiła. I bądź tu dobrym człowiekiem, jak ci za przyziemny występek jakiś kretyn ze średnim niepełnym 150 zł karze płacić. No pusta ulica była, mówię wam.

Druga postać raptownie odchyla w tył głowę, tuż po zaaplikowaniu ścieżki morelowej tabaki:

- Wiesz, myślę, że to wszystko przez archaiczny system edukacji. Ooo, przykładem idealnym niech będzie moja maturka! Na pisemnym egzaminie zgodnie z założeniami całej tej komedii okazać mieliśmy swoją dojrzałość. I wiecie, tematy, było coś o dadaizmie w sztuce. Jako osoba dorosła, w pełni świadoma swoich czynów spróbować zechciałem stworzenia matury stricte dada. Była to niewątpliwie praca na sześć, ponadprogramowa, porażająca ambitego odbiorcę lotną myślą, ogromem zawartych kontekstów interpretacyjnych, jakże dogłębnym zrozumieniem tematu. No i sam pamiętasz – napisałem kilkanaście bitych stron sensownego tekstu, po czym pociąłem je nożyczkami na kawałki i posklejałem w losowej kolejności. Pamiętasz miny członków komisji? Warto było! Ale niestety, Cichy – to do ciebie, słuchaj – Egzaminatorzy nie zrozumieli moich intencji. Koniec edukacyjnej mej ścieżki. Określić mogę to krótko. Ciągle w naszym kraju uważa się, że wolnomyślicielstwo jest niebezpieczne.

Zardzewiały Cyklop

- Ano, to a propos średniego niepełnego, co? Ty komikiem lepiej byś został. – powiedział ten pierwszy – Może i wyobraźnie to masz dobrą, floł rozmówczy także wysoko rozwinięty, ale wiesz, proszę cię raz enty już – nie ładuj mi w głowę swych mętnych historyjek, bo nie zdobędziesz tym u mnie profitów, czy sympatii. Jedyne, co zyskać osiągnąć możesz to wpierdol od nas, dobrych kolegów. A pamiętaj, że chwile sporą jeszcze będziesz się musiał z nami przemęczyć. Inteligent mitoman, w dupę jebany, burwa twoja zagwazdrana glątwa mać…

Spokojny do tej pory, niski mężczyzna, siedzący dla odmiany pod ścianą, o lookingu wybitnie metroseksualnym nie krył zniesmaczenia.

- Dość, opanujcie się, dość! Ja jestem człowiekiem, którego prześladuje wizja możliwości zdobycia wszelkiej możliwej wiedzy, zrozumienia istoty Bytu, gdzie każde pytanie bez problemu odnajdzie swą odpowiedź… Każdy wie jednak, że nikt nie jest w stanie posiąść aż takiego ogromu informacji, ludzki umysł po prostu nie wytrzymał by takiego naporu danych. Nigdy nie chciałem zostać doktorem Faustem. Z własnej winy na próżno.

- Dajcie karty, zaczyna się. Jak przy absyncie, wiesz, tak artystycznie. Wolna jazda – pierwszy z rozmówców szepnął z przekąsem.
Lustro w Skodzie Zienka

- Wyobraźcie sobie Wzór – kończył tamten – matematyczną regułkę determinującą zasady rządzące wszechświatem. Coś, co zawiera w sobie miliony zmiennych, określających prawidłowości, zasady tworzące Wszechświat. I tak na przykład – jedna ze zmiennych definiuję grawitację, druga standardową wysokość drzewa, trzecia przeciętne zachowanie ludzi przy stole w określonych warunkach… i tak ad infinitum… W tym momencie ktoś zaczyna się zmiennymi bawić – automatycznie, losowo podstawiając pod każdą ze zmiennych DOWOLNE dane… Powstaje nowy, całkowicie inny wszechświat w którym prawa logiki, fizyki, nauk wszelakich rzeczywistości naszej nie mają absolutnie żadnego sensu bytu… Uruchomiła się maszyna. Ja nie mogę tego zatrzymać. Kreacja nowej rzeczywistości następuję niewiarygodnie szybko, jedna z realności trwa niecałą sekundę, natychmiastowo, acz płynnie zmieniając się w kolejną… Co dziwne – w ciągu tej chwili potrafię się odnaleźć w danej rzeczywistości, wiedząc już jak wykonać działanie, stimulus-pieprzone-reaction. Co jednak z tego skoro po chwili logika świata poprzedniego nie obowiązuję w zagmatwanym świecie nowym? Tryliony wizji, myśli, abstrakcyjnych wizji, skojarzeń, niemożność odnalezienia się w żadnej z rzeczywistości. Ja widzę wszystko, z każdej strony widzę wszystko, ja czuję wszystko, co najgorsze jednak – ja wiem, ja zdaję sobie sprawę, że moja psychika nie czołg jest, ja się gubię we własnym strumieniu świadomości. Kreacje nowej, pokręconej, całkowicie względnej, plastycznej rzeczywistości wytykającej natłokiem wizji moje ukryte pragnienia, kompleksy, wartości – wszystkie one są absolutnie przygnębiające. Bo ja trwam na pograniczu różnych światów, co chwile jednak wracając na krótki momencik do realnego świata, tego z wami przy mnie, tego w którym zakotwiczony jestem najbardziej, ja widzę mój prawdziwy stan. CO NOC BŁAGAM BOGA, aby to się skończyło, bym mógł na nowo zobaczyć normalny świat, by pierdolone trzecie oko się zamknęło… Boję się, że psychoza nigdy się nie skończy.

Odgłos kroków w końcu korytarza spowodował spadek emocji u rozkojarzonego.

- Dobra, cicho już, przyszedł doktor, znowu będą mózgotrzepy, terapia pomoże.
- Pomoże Cichy, pomoże…

Tagi: , ,

Comments 3 komentarzy »

Do trzeciej rano pisałem coś w javie. Mój pierwszy raz z tym językiem, jestem z siebie dumny. Sen tylko był później jakiś wybitnie niespokojny. Budziłem się co chwila, coś drapało mnie w gardle, po głowie kołatały się pseudoalgortytmiczne myśli. Nienawidzę programować. Nienawidzę tego niepowstrzymywalnego uczucia kołatania w mózgowiu.

Dodatkowo kilkakrotnie budził mnie głuchy odgłos, coś jakby pusty trzask. Myślałem, że to śnieg spadał z dachu. Zima w połowie kwietnia znów zaskoczyła nie tylko drogowców. Lecz to chyba nie był śnieg, zbyt niskie alikwoty. Zaspany miałem jedno skojarzenie – trzask powalanych nieludzką siła drzew, słyszany z bardzo daleka. Nuklearna siła.

Budziłem się wielokrotnie, sen trwał wyjątkowo niespokojnie. Wstałem oddać nocy mocz. Po ciemku, wyłączyli prąd. To pewnie przez obfite opady śniegu. Co dziwne drogi Szczecina tej nocy nie były puste, bo słyszałem co raz karetki pogotowia jeżdżące do nietrzeźwych kierowców, którzy zapomnieli przyodziać opon zimowych. Na własne życzenie umieracie.

Nastał ranek. Obudził mnie chaos. Dalej nie było prądu, telefony nie działały. Siostra szamotała się po domu wraz z mężem szykując się do opuszczenia mieszkania:

- Jedziesz do Stargradu? U babci może będzie prąd, a dziecku trzeba jedzenie zrobić.

Wolny dzień od pracy, myślę sobie. W jaskiniach IT nie można pracować przeto bez prądu. Dwa tygodnie absencji elektronów i każde miasto umrze.

Jedziemy. Po raz pierwszy nie jestem otoczony szumem magnetycznym, mikrometropolia przestała być elektromagnetyczną klatką. Czy to się nazywa wolność?

PSP nie wykrywa żadnej sieci WIFI. Eter jest martwy.

Ludzie zdezorientowani stoją przy jedynym otwartym w centrum mieście wykupując wodę w pięciolitrowych baniakach. Nie umyjecie dziś dupy, Kochani!

Jedziemy dalej:

- Dlaczego radio nadaje?
- Pewnie mają akumulatory, albo agregaty?
- No ale dlaczego nie mówią nic o tym co się dzieje, tylko grają Bon Joviego.
- Orkiestra zawsze gra do końca.

Edukacyjna katastrofa:

- Że co? Że dzieciaki mają dzisiaj testy kompetencji?
- Kurator nakazał zamknięcie szkół.

Kij z tym, naszym oczom ukazała się Trasa Zamkowa:

- Zobacz na prawo, kurwa, barki się zderzyły
- Zabawnie, wyglądają teraz jak wielki odwrócony krzyż.

Elektrownia Szczecin i Pomorzany nie działa. Dolna Odra działa, ale trakcja doprowadzająca prąd do miasta podobno przestała istnieć. Diabeł wie dlaczego, nie mam pojęcia.

Smród acetonu na Słonecznym jest nie do zniesienia. Czuję spisek. Wszystko dziś jest zupełnie nie tak jak być powinno.

- Zamknijcie cholerne okno.

Już prawie jesteśmy za miastem. Telefony nie działają od połowy poprzedniej nocy.

Domki na działkach za Dąbiem płoną. Skąd to zło? Pierwszy raz w życiu widziałem pożar w środku zimy.

Właśnie przejeżdżałem koło Jej domu. Boje się, czy wszystko jest z nią w porządku.

- Kiedy Ania wraca?
- Niedługo, jeszcze trochę tam posiedzi.

Skłamałem.

Odór acetonu płynnie przekształcił się w smród chlorowodoru? Czyżby to były jakieś chemikalia do neutralizacji szkodliwych czynników? Post apokaliptyczna faza osiągnęła apogeum.

Za Szczecinem minęliśmy kilka przewróconych samochodów. Ludzie masowo opuszczają miasto.  Pytaliśmy się stojących przy drodze ludzi – nie mają pojęcia w czym rzecz. Ja zresztą też nic nie wiem. Przypuszczam tylko, że to nie przez śnieg wyłączony został prąd. Przypuszczam, że trakcja z Dolnej Odry wyparowała.

Telefon dzwoni! Dzięki Bogom, to pewnie Ona.
- Ja się zabiję.
- Co się stało?
- Budzik dzwonił, pora wstawać. Brak zasięgu.

Paliwo się kończy, stacje benzynowe nie działają, bo pompy paliwowe działają na prąd.
Co zabawne, policji dzisiaj jeszcze nie dane było mi zobaczyć. Widzę natomiast coraz więcej wojska. Klęska żywiołowa. Wszyscy kurwa umrzemy.

Właśnie zobaczyłem sznur elektrycznego kabla przesyłowego owinięty wokół połowicznie zwęglonego denata. Współczuję sanitariuszowi starającemu się odplątać to biedne ciało.

Gdzieś w okolicach Miedwia wojskowi kierują ruchem na pobocza. Nie można jechać dalej. Niekończący się sznur samochodów układa się w zaspach mokrego śniegu. Żołnierze nie odpowiadają na żadne z postawionych im pytań.

Teraz już nie tylko intuicja, a także zdrowy rozsądek mówią jedno – nadeszła nuklearna zima.

Powietrze jest jakieś inne. Opad radioaktywny staje się namacalny, co najmniej dziwny.

Tagi: , , , , , ,

Comments 2 komentarzy »

Aby wypełnić blogasika szemranym content’em – postanowiłem poodgrzewać trochę swych starych tekstów. Na pierwszy ogień ciężka artyleria: czytać najlepiej nocą. Ongiś proces tworzenia tego tekstu (rejestracji strumienia świadomości) wycisnął resztki sił z i tak nadwątlonej psychiki autora.  Przerost formy nad treścią w pełnej krasie. Wbrew pozorom jednak – treści jest aż za wiele, czytajcie pomiędzy wierszami, otwórzcie się na przestrzeń. Fikcja literacka.

29.11.2005

Terapia (operacja na otwartej duszy)”

OR

„Lekcja infinitum”

Nocą się bawimy.
Kłamliwa uryna może być dziś wysuszonym śmiechem . Przepuklina fantazji, jałowa rzeczywistość w czekaniu na intensywność.

—–

Wilgotny listek euforii nasycony ogniem z samego źródła, algorytm funkcji mieszającej w odniesieniu do zagubionych jednostek. Później – SZCZĘŚCIE rozciągnięte od tego momentu, przez kres tekstu, ostatni akapit, autostrady dendrytów, aż po najgłębszy fragment moich neuronów. Nic więcej. Problemy zrekompensowane z nawiązką przez geometryczno-symboliczne przesłanie dla świata o tym, że tak się da. daizm zmysłowy Amen.

Powiedz mi Koteczku, ile tak naprawdę dla Ciebie znaczę. Co byś mogła dla mnie zrobić, aby Tobie kiedyś żyło się piękniej, łatwiej?

—–

Ludzie są oszustami. Pewni jesteśmy tylko swej trupiej powierzchowności. Z medycznego punktu widzenia jest to przemęczenie. Nie ma to jak żyć z permanentnie niskim ciśnieniem. Nie potrafię nawet zdenerwować się na Ciebie. Nieustanne czekanie.
Wierność zaleczona okazją, teraz starczy wytrwałości na kolejne kilka dni. Powtórka z rozrywki w wersji emocjonalnie wyuzdanej.

Wrzask samobójcy połączył się z jękiem szyn uciskanych przez adoptowany tramwaj, którego wstydzili się nasi sąsiedzi z zachodu. Sam nie wiem już, który odgłos był bardziej donośny. Wtedy mnie to przeraziło, gdyż wcześniej takie efekty audio były mi dane jedynie w mało ambitnych horrorach produkcji amerykańskiej. Tu wszystko miałem na żywo, czując, że wywołał je fakt, nie fikcja. Przestałem sobie wyobrażać i rościć pretensje. Nie każdemu było dane zakałapućkać się między glebą, a maszyną. Usunięcie emocji, jako bodźców kierujących człowiekiem, innymi słowy – myślenie racjonalne, zamieniłoby nieodwracalnie człowieka w maszynę.

—–

Niektóre uczucia bywają wybitnie higroskopijne, absorbują zachłannie czas, zasoby, racjonalność, resztki emocji, wilgoć znajdującą się w gruncie i rosę poranną. Koniec końców tworzą skorupę i nie przepuszczają nic za swoją stwardniałą warstwę. Wyspa dwuosobowa. Mam wargę na której można się oprzeć i niestwierdzony syndrom ADHD.

Jakaś taka gęsta ta kawa.

Otworzyłem lodówkę w poszukiwaniu czegoś płynnego. Nie zapaliło się żółte światełko. Heh, znowu pomyliłem drzwiczki – to przecież szafka. W sumie kwestia interpretacji zachłannie poszerzonym umysłem, kaloryfery takie zimne. ona tylko miała takie same oczy jak Ona. W innym pancerzyku tylko, z zupełnie różnym etosem, z odmiennym zapachem.

Kolejna szafka. Wolę temperaturę pokojową, niż niebieskie 4-6 stopni Celsjusza – i to pomimo, że gryząca, zmarznięta para wodna wydobywająca się z ust szalejących w miłosnych pląsach, dostarcza wiele więcej nietypowych doznań zmysłowych. A te kolekcjonujemy. Nie filatelistyka, raczej SENSUALISTYKA. Empiryczny taniec trupiej beznadziejności, w ucieczce od tego, że i tak będzie się ścierwem. Rozdziobią nas kruki przecinek wrony.

Kwestia interpretacji? Atom, każda cząsteczka, każdy układ cząstek, komórek, organizmów, przedmiotów, ludzi, społeczeństw, każda kombinacja dwóch lub więcej dowolnych obiektów materialnych lub tylko pomyślanych, każdy najbardziej złożony system zależności wysyła nieskończenie wiele bodźców, które albo nikną przytłoczone intensywniejszymi, albo zostają absolutnie subiektywnie odebrana przez sensoryczny mechanizm, zwany Istotą Myśląca, z która muszą być w relacji poznawczej.

—–

A może denat spod tramwaju nie znalazł się tam celowo? Może nie słuchał słodkiej muzyki reggae? Ciekawe kto zaopiekuje się jego tchórzofretką. I nie wiem jak Tobie to wytłumaczyć… Zrozum przecież, że każdy musi wyprać swe pieniądze w swym własnym burdelu. Kocham nie jest już nawet echem przeszłości. Zbędne, jałowe.

Nawet najgorszy wybór lepszy jest od nieokreślenia. Lepiej też być najgorszym, niż nijakim.

Seks jest odpowiedzią na wszystkie bolączki. Swoisty pierwotny zew, powrót do źródeł, naturalne panaceum (nie placebo) i najwspanialszy narkotyk. Zawsze podniecał mnie labret w wardze. Jak się nie pochwalimy, to się nie doczekamy.

W pojedynke litery na klawiaturze nie znaczą nic. Są zupełnie bez treści. Jako i ludzie.

Kłamliwa uryna jest dziś stanowczym takbędzielepiej.

—–

Hexadecymalnie – 29A
Binarnie – 1010011010
Z Angolskiego – Powiedz 10
Werbalnie – Tojfel

Spierdalaj z mojego życia. Przecież skurwysynu wiesz, że Ona była dla mnie najważniejsza…

tako rzecze hoRac

Tagi:

Comments 3 komentarzy »