Archiwum dla kategorii “Przemyślenia i artykuły”

Wszelakie rozkminy na temat dnia codziennego i nie tylko

W ramach kultywowanej od lat nieświadomej tradycji w styczniu/lutym potrzebuję Katharsis. Zgłosiłem się więc do jedynego zakładu w Szczecinie, który wykonuje te małe zabiegi. „Małe” bez cudzysłowu, gdyż w porównaniu do dowolnego przekłucia – mikrodermalne są bardzo mało ingerujące w tkankę. Założenie trwa chwilę i nie boli – jest jak zastrzyk. Gojenie też jest błyskawiczne – jak zadrapanie. Po 2 tygodniach skóra jest jak nowa. Po co? Bo można, bo to odwracalne.

Microdermal w nadgarstku - wrist microdermal

Microdermal w nadgarstku - wrist microdermal

Różne rodzaje dysków zostały zakupione w sklepie Koltat. Polecam – tanio i dobrze.

Oj mamo, mamo, ja nie chcę być cyborgiem? Ależ przecież już jestem! :)

Tagi: , , , , , , , , ,

Comments 8 komentarzy »

Urodziłem się beztalenciem kulinarnym. Dopiero na drugim roku odkryłem, że przyprawy POPRAWIAJĄ smak potraw (krzyknąłem wtedy wesoło: „EUREKA!”). Wtedy jednak stwierdziłem, że nie samym pasztetem Profi i parówkami Drobimexu człowiek żyć powinien, więc zacząłem czynić pierwsze potrawki.

Przepisy postanowiłem w końcu spisać dla potomnych. Oto czym powinien żywić się student. Jedzenie smaczne, tanie i chyba nawet zdrowe. Enjoy!

Uwagi:
- Wszystkie z moich potraw finalnie wyglądają jak jednokolorowa masa, przetrawiona już papka. Do tego dążę w mojej sztuce studencko-kulinarnej.
- To, czy używasz oleju zwykłego, słonecznikowego, czy oliwy z oliwek z pierwszego tłoczenia – zależy od zasobności Twojego portfela. Nim drożej, tym zapewne lepiej, jednak nasze gardła przepite i tak subtelnych różnic nie wyczują. Co do przypraw – nie piszę o tym za każdym razem, ale warto doprawiać potrawy indywidualnie do swego zmysłu smaku.
- W półprodukty najlepiej zaopatrywać się w dyskoncie Biedronka – oprócz opon zimowych i rowerów, znajdziesz tam całą gamę dobrych produktów. Ostatnie moje odkrycie – majonez Splendino: kosztuje 2 razy mniej niż Winiary, a smakuje tak samo.

Horacjańska pasta z avokado:

  • 1 Awokado
  • 2 jajka na twardo
  • 2 łyżki majonezu
  • trochę cebuli
  • czosnek (może być w proszku)
  • pieprz, sól do smaku

Wszystko mielimy, mieszamy i wyrzucamy. Najlepiej do żołądka. Pyszna pasta o ciekawym smaku.

Horacjańska sałatka śledziowa

  • paczka śledzi (300-500g)
  • 6 jajek
  • słoik majonezu
  • ziemniaki
  • marchewka
  • por

Przepyszne!
Śledzie odsączamy z solanki/oleju i kroimy na drobną kostkę.
Jajka gotujemy na twardo i rozdrabniamy na kawalki.
Ziemniaki i marchewkę obieramy i gotujemy do stanu miękkiego. Następnie rozdrabniamy.
Por tniemy na bardzo drobne, krótkie paseczki.

Jeśli sałatka ma wyglądać reprezentacyjnie i ładnie – wszystkie składniki układamy warstwami.
Od dołu: ziemniaki, marchewka, jajko, por, śledzik. Pomiędzy każdą warstwą ma być warstaw majonezu!

Tak samo smaczna, ale gorsza wizualnie będzie owa sałatka, kiedy po prostu wymieszamy wszystko razem. Nie zapomnij o dużej ilości majonezu! :)

Horacjańska wątróbka
watrobk

  • 0,5 kg wątróbki drobiowej (koniecznie – wieprzowe są twarde i jeszcze żyją)
  • 4 jabłka
  • 2 cebule
  • mąka pszenna
  • kostka rosołowa,

Jabłka kroimy w ćwiartki, wykrajamy środek. Cebule kroimy w ósemki. Wszystko wrzucamy na patelnię i podsmażamy. Wątróbkę obtaczamy w mące i dorzucamy do warzyw. Mieszamy, podsmażamy całość. W pewnym momencie, gdy wątróbka będzie już podsmażona, rozpuszczamy w 3/4 szklanki wrzącej wody kostkę rosołową i dolewamy wywar na patelnie. Przykrywamy i dusimy chwilkę.
Po usmażeniu możemy wątróbkę posolić. Jeśli zrobisz to wcześniej – wątróbka będzie twarda, a nie pyszna i cudowna.

Horacjańska chińszczyzna

  • 400gr ryżu (tego co się nie klei!!!)
  • sos do potraw chińskich,
  • 500gr mieszanki chińskiej mrożonej
  • 500gr piersi z kurczaka.
  • przyprawy

Kolejna pyszna potrawa.
Ryż gotujemy, miło jeśli zakupi się ten, co się nie klei. Nie będzie wtedy problemu z rozdrobnieniem potrawy dnia kolejnego.
Mieszanke chińską podsmażamy na patelni, na tłuszczu. Gdy warzywka nabiorą apetycznego kolorku dodajemy sos ze słoika do potraw chińskich
Piersi z kurczaka kroimy w paski i podsmażamy.
Wszystko mieszamy i jemy.

Horacjańskie sphagetti

  • 0,5 kg makaronu spaghetti
  • 0,5 kg mięsa mielonego
  • sos ze słoika lub 2 sosy z torebki, lub 2 puszki pomidorów bez skórek,
  • mała puszka koncentratu pomidorowego
  • pieprz, majeranek, bazylia, oregano, czosnek granulowany, sól, itd.

Jako, że w półprodukty zaopatruje się w Biedronce (tanio i dobrze) polecam makaron ze środkowej półki, a mięso mielone TYLKO I WYŁĄCZNIE mielone z szynki – jest ono drogie dość, ale pyszne. „Produkty garmażeryjne mięsne”, czyli poczciwe tanie „mięso mielone” nie nadaje się do tak dobrze do tego (powodem może być 60% zawartość mięsa w mięsie).
Lubię dość miękki makaron do sphagetti, więc gotuje go zwykle dłużej niż jest napisane na opakowaniu.
W zależnośći od doboru sosu – przygotowuje się go wedle instrukcji z opakowania. Jeśli jednak zdecydowałeś się zrobić sos sam – wlej pomidorki z puszki do garnuszka, dodaj koncentratu pomidorowego, przypraw i obficie rozdrabniaj i mieszaj podgrzewając. Sosik taki jest pyszny.
Mięso mielone podsmazaj osobno na patelni, dodaj czosnku granulowanego i soli, jeśli jest potrzeba.
Na końcu wszystko wymieszaj, aby otrzymać ok 1,5 kg jednolitej masy spaghetti, którą smacznie będziesz jadł przez kolejny miesiąc (można zamrażać!).

Horacjańska sałatka z serem feta

feta2

  • pół kostki sera Feta
  • 2 dorodne pomidory
  • kilka rzodkiewek
  • 2 ząbki czosnkku
  • trochę ostrej papryki i pieprzu
    Polecam wydrążyć pomidory, inaczej sałatka będzie dość rozwodniona. Woda jednak szybko się wytrąca, więc można ją odlać. Wszystkie składniki kroimy na kawałki i mieszamy. Finalnie wychodzi pyszna, słona i zdrowa sałatka na kanapki, lub do jedzenia samodzielnego :)

feta1Drogie Dzieci, w kolejnym odcinku dowiecie się coś o studenckich alkoholach… :)

Tagi: , , , , , , ,

Comments 5 komentarzy »

Pociąg, samochód, samolot. A Ty? Czy wolisz siedzieć tyłem, czy przodem do kierunku jazdy?

Wolisz, gdy obrazy zbliżają się, robią się coraz bardziej wyraźne, piksele zmieniają się w obiekty, nierozróżnialne punkty zlane w jednolitej barwy masę rozdzielają się w mozaiki różniących się od siebie kolorów? Można wtedy wesoło poświęcać jednorazowe chwile na imaginowanie przeznaczenia niezidentyfikowanych pikseli na horyzoncie. Masz zwykle tylko kilka sekund w konkursie na dokonanie recepcji. Z każdą sekundą nagroda staje się mniejsza. Z każdą sekundą satysfakcja będzie mniej zasłużona. Czy to drzewo, chodnik, studnia, czy zaoczny student stosunków międzynarodowych w Koszalinie?

A może wolisz, gdy wpierw dostrzegasz coś w całej okazałości? Możesz wtedy pobawić się w określanie świata techniką bottom-up, od szczegółu do ogółu. Widzisz kota, któremu z balkonu zwisa ogon zwyczajnie, a jego zadufanie w kociej czystości i zwierzęcej boskości natychmiast materializują się do postaci chropowatej szczoteczki-języka, będącego Magnum Opus w sztuce zaskarbienia sobie przychylności dwunożnych pracowników korporacji. Środek transportu jednak oddala się od obiektu, zmniejsza kota pospiesznie i bezczelnie. Jego futro zlewa się z doniczką, okiennicą, szczegóły bezpowrotnie zanikają, futryna, taczka, dom, osiedle, miasto. Gdybyśmy oddalali się od Ziemi hipotetycznym wahadłowcem, uogólnienie do kolejnych warstw abstrakcji posunęłoby się skrajnie dalej – osiedle, miasto, region, kraj, kontynent, planeta. Kot wchłonąłby wszystko. Stałby się mikrobudulcem światła święcącego marnie jak słaba dioda LED, w postaci której jawią się miasta z perspektywy orbity. Jasne kropeczki na czarnej przestrzeni, z której większość to i tak woda o dnie niepoznanym. Nasze miejsce na świecie.

I nagle pach. Pobawmy się, powiększmy wszystko znowu. I dostrzeżmy pchełkę na wróblu lub leukocyt ścigający bakterię chorobotwórczą. Usłyszmy rozkoszny szum rekombinowanego genomu powstającego właśnie płodu jednego z leśnych stworzeń, wywołanego wlaniem się sporej ilości nasienia w odpowiednie miejsce, odpowiedniego stworzenia.

Kołowrót myśli, hektolitry doznań atakują z każdej strony. I staram się oddalać. Piszę pracę dyplomową, która zwieńczy ostatnie 5 lat mojego życia, a mnie uczyni Magistreminżynierem, tym samym pozostawiając z papierem na rozdrożu, gdzie menelski żywot nie będzie skorelowany za bardzo z pracą w ewentualnej korporacji. Przydałby się remont.

A remontu nie ma. Są liczne wyjazdy w najróżniejsze miejsca, doskonalenie i zdobywanie nowych muzycznych umiejętności,  sesje fotograficzne i denaturacja trzewi w ilościach niespotykanych dotąd. Życie takie jakie chciałbym prowadzić po wsze czasy. Byleby sił starczyło.

Zwiedziłem Dublin, Pragę, byłem w końcu przez chwilę we Wrocławiu, jeździłem pociągami, latałem samolotami. Każdy dzień zajęty miałem od godzin porannych, do późnego ranka [właśnie tak!], kiedy to kończyłem dzień. Lecz gdy zbliżę się i przyjrzę się  bliżej meandrom mej psychiki, sfera odpowiedzialna za przemyślenia wyrzuca pytanie: „Czy to nie ucieczka przed stabilizacją?” i sublimacja popędu płciowego?

Mucha:)

Tagi: , ,

Comments 3 komentarzy »

Czyli moja Ty mała śrubko, myszko, klawiaturko… Wiedziałem, że coś jest na rzeczy.

Wyczytałem dziś, że:

Wystarczy by kobieta włożyła miniówkę, czy bikini, by przeistoczyć się w oczach heteroseksualnych mężczyzn w obiekt pożądania. Obiekt – w dosłownym tego słowa znaczeniu! Uczeni bowiem, badając aktywność różnych części mózgu u płci brzydkiej w trakcie podziwiania seksownych wdzięków pań, zauważyli, że aktywne stają się te obszary, które odpowiedzialne są za używanie narzędzi takich jak np. klucz francuski czy śrubokręt. Jednocześnie zaobserwowano dezaktywację ośrodków związanych z uczeniem empatii i tworzeniem więzi emocjonalnych z drugą osobą. Płynie stąd prosty wniosek – mężczyźni dehumanizują atrakcyjne i skąpo odziane kobiety, traktując je nieświadomie jak przedmioty. (źródło: Angora)

Ja dodam, że prawdziwy informatyk kobiety powinien traktować obiektowo, a nie przedmiotowo. Bo kobieta zmienną jest – żeby ją zainicjować trzeba ją zadeklarować. [tak wiem, stare dowcipy]

Trzeba tylko zastanowić się dlaczego mi bardzo podobają się kobiety w mini ? I kogo mam prosić, aby do nowego modelu dodano mi instrukcję obsługi?

edited 31.III.09:

Tak mi się przypomniało, że kilka lat temu napisałem wierszyk z ukrytym przesłaniem (dotyczącym studenckiego problemu 1050 [zł]). I dodam go tutaj, jako, że padają podobne do powyższych sformułowania:

Kwestia i Prawda
15.O3.2006

Drylować, sZczerzyć,
mizIać, Emanować,
KultywowAć, istotnić,
tradycję koNtynuować.
a przecież informatyk powinien
Traktować kObietę nie Przedmiotowo,
a obiektowo.

a ja znowu piłEm,
wentylowałem trzeźwość zaworem bezpieczeństwa.
z tyłu głowy.
dobrowolNa iniekcja stymulująca,
werbalna, bieg ku monetom,
ku materialniejszej części świata.
balsamik dla duszy zostawiam,
bo szczęście to kwestIa nastawienia, prawda?

złośliwość ożywionych organizmów
w hierarchii społecznej wyżej postawionych,
to zwykłem niwelować.
zespół napięcia przed/podczaS/posesyjnego sprawia,
że konieczność zapłaty staje się jak baba jaga za dzieciaka.
dziekan wszak też człowiek,
a kompleksy to kwestia wyboru, prawda?

a wszystko przeplatane mnogością,
mgłą, nieokreślonością przyszłości,
i nie chcesz zrozumieć, że
kwestią wyboru nie będzie prawda,
a wymierne kogoś widzimisię.

Tagi: , , , , , ,

Comments 4 komentarzy »

Korzystając z chwilowej depresji spowodowanej niezaliczonym egzaminem, postanowiłem sklecić co nie co na temat bębnów, na których staram się czasem coś w rytm postukać. Opis ten czynię celem upamiętnienia historii wszelkich moich zestawów, jak i celem przedłużenia sobie penisa (czyt. pochwalenia się).

Zacznijmy więc od początku:

2002 – 2005

Perkusja Polmuz:

Bębny:

  • werbel 14″ + naciąg Remo Ambassador
  • tom 12″  z naciągiem Power Beat
  • tom 13″  z naciągiem Remo Pinstripe
  • floor tom 16″ z naciągiem Downhan
  • bass drum 20″ z naciągiem oryginalnym (prawdopodobnie folia ogrodowa)

Talerze:

  • ride 18″ Polmuz P-Custom
  • crash 16″ Polmuz, wersja półksiężycowa
  • hi-hat 14″ Pearlmuz, wersja limitowana

Hardware:

  • oryginalne statywy
  • twin Power Beat

Statywów używam do dziś przy Ever Play Custom, stopki natomiast przy Rolandzie.

polmuz_front2polmuz_blachapolmuz_front2polmuz_grapolmuz_nagrywanie

Perkusję tą zakupiłem w spazmach rozkoszy na początku wakacji 2006. Na old_homepage można przeczytać szerszą historię. Jest to oczywiście opowieść mrożąca krew w żyłach – kto posiadał Polmuza, ten wie. Plastikowe lugi na śruby (wypełnione podartymi gazetami), wiecznie pękające części, statywy klejony taśmą klejącą, częsta zabawa w spawanie – ot, rozpustna polska myśl techniczna nie znająca granic dała mi nie raz popalić. Na tej perkusji nagrałem pierwszą płytkę Libido – Serum :) . W ramach ciekawostki – perkusję kupiłem w stanie idealnym, a po 3 latach,  zardzewiałą, połamaną, z talerzami w kształcie półksiężyców zjedzonych przez rdzę i bez statywów, udało mi się sprzedać po cenie kupna. Klient był bardzo zadowolony, mimo, że wiedział o wszystkich wadach!

2006 – dziś

Perkusja Ever Play Custom

Bębny:

  • Snare Drum 14×5.5″
  • Bass Drum 22×18″
  • TomTom 12×10″
  • TomTom 13×11″
  • Floor Tom 16×16″

Wszystko opakowane naciągami REMO Ambassador, Emperor, Pinstripe (nie wiem, nie rozumiem), zakupionymi razem z shell-setem.

Talerze:

  • Crash Alchemy Art 16″ (brąz B8)
  • Crash Stagg DH 16″ (brąz B20)
  • Crash Stagg Myra 17″ (B20)
  • Hi-Hat Alchemy Art 14″ (B8)
  • Ride Alchemy Art 20″ (B8)
  • Splash Stagg Furia 12″ (B20)
  • China Stagg DH 14″ (B20)
  • China Orion Solo Pro 18″ (B8)

Hardware:

  • Maszyna hi-hat Everplay
  • Statyw Everplay + przedłużka Gibraltar
  • 2 x statyw Polmuz (o tak!)
  • Statyw prosty Stagg
  • Statyw łamany Stagg
  • Podwójna stopka Sonor Twin DP472R

ep_left1ep_topep_left2ep_front

Perkusję tą zakupiłem w kolejnych spazmach rozkoszy na początku wakacji 2006, pół roku wcześnej natomiast kupiłem set blaszek Instambul Alchemy. Everplay Custom była wtedy jedyną perkusją na rynku, która spełniała warunki – tania i dobra. Wykonanie bardzo miłe, nieingerujące zawieszenie, kulowa regulacja tomów, podładki plastikowe pod śrubkami, gumowe pod lugami, a materiał klon, co w budżetowych bębnach nie jest raczej spotykane.

Stopniowo set ten rozbudowuję, dorzucam blaszek pompując swoje ego, itd.

2008 – dziś

Perkusja Elektroniczna Roland TD-3KW przekonwertowany na Roland TD-6:

  • Moduł Roland TD-6V
  • werbel PDX-8 z naciągiem siateczkowym 10″
  • Pad Hi-Had CY-5
  • 2 x pad talerza CY-8
  • 3 x pady tomów PD-8
  • pad stopy KD-8
  • Podwójna stopa, twin Power Beat (ten od Polmuza wzięty)
  • Słuchawki zamknięte AKG K-55

rol_bokrol_modulerol_werbelrol_top

Tak to jest niestety w życiu, że gdy człowiek o czymś marzy i to zdobędzie, to stanie się nagle coś, co marzenia rujnuje. I tak też było u mnie w temacie perkusyjnym – gdy w końcu zdobyłem „zestaw marzeń” (czyt. nierozwalającą się, dobrze brzmiącą perkusję), rozpoczęły się problemy z salą prób. Przez praktycznie 3 lata grałem nie częściej niż po 2 godziny raz na miesiąc lub nie grałem w ogóle. Stagnacja dla każdego bębniarza nie jest niczym dobrym, bo stukanie o siedzenia w tramwajach nie jest tym, co tygryski lubią najbardziej. W końcu udało mi się jednak spełnić inne, acz powiązane z poprzednim marzenie – mieć możliwość grania/ćwiczeń w domu, o każdej porze dnia i nocy. Zakupiłem bowiem perkusję Roland TD-3KW, do której później dokupiłem moduł Roland TD-6V (różnica cen modułów na rynku wtórnym to 400 zł, różnica cen całych zestawów to 2500 zł).

Perkusja podłączona jest do laptopa przez interfejs MIDI USB, dzięki czemu można bez problemu nagrywać ścieżki midi z granych przez siebie ścieżek. Moduł oferuje 1024 instrumenty (nie tylko perkusyjne), możliwość strojenia, definiowania pomieszczenia dla echa, ma wbudowany sekwencer midi (można odtwarzać i nagrywać). Fajna zabawka.

2004 – dziś

Mam jeszcze milusi bęben, moja mała djembe, na której nigdy nie będę w stanie zagrać nic sensownego:

djembe

Podsumowanie

Dodać mogę, że moimi ulubionymi od zawsze pałeczkami (jakkolwiek to by nie brzmiało) są pałki Gładek Jazz-135. Kiedyś wersja A, teraz D.

Więc co? Sprzęt jest, tylko trzeba nauczyć się jeszcze grać. Niestety.

W rozwinięciu galeria wszystkich obrazków z tego posta.

Przeczytaj resztę wpisu »

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Comments 5 komentarzy »

Nienawidzę tego uczucia.
Absolut wykreował je jako wypadkową bezradności i psychicznego bólu nie do wytrzymania. Układając na spoczynek swe ciało, gaszę światło, by celowo wytłumić zmysły. Sługusy zazdrości przyjmują wtedy postać szpilek, które równomiernie i sumiennie nakłuwają ciało na 2 metrach kwadratowych jego zwilżonej chorobliwym potem powierzchni. Wielopasmowe autostrady w głowie zostają natomiast zapętlone, a galopujące po nich impulsy nerwowe rotują natrętnie wokół istoty, będącej przedmiotem zazdrości.

Wielokrotnie w swoim życiu byłem zazdrosny do granic percepcji. Następuje wtedy specyficzna synestezja, kiedy to obsesyjne myśli „wylewają” się na inne zmysły. Patrzenie na zdjęcia fizycznie boli, halucynowanie jej wizerunku razi i podrażnia siatkówkę, psotne zmysły robią z lokomotoryki ser biały trzykrotnie zmielony. Ciekawe poniekąd, ale nie takie doznania chcę kolekcjonować.

Absolut stworzył na szczęście wentyl bezpieczeństwa – zazdrość potrafi minąć. Podobnie jak miłość, nienawiść i kilka innych fajnych uczuć przecinających paletę spektrum mieszanki chemii wewnątrzmózgowej, czyniących życie warte życia, a jednak tak męczących nas na codzień, uniemożliwiając niezakłócone, obiektywne interpretowanie otaczającej nas rzeczywistości. Do dupy z tym.

Nienawidzę tego uczucia.

Tagi: , , , , , ,

Comments 1 komentarz »

Dlaczego?

  • Przecież to nie uzależnienie – rzadziej niż raz na kilka miesięcy na kilka chwil przypominam sobie o istnieniu proszku magicznego.
  • To nie działanie – nikotyna inhalowanej tabaki pobudza znacznie mniej niż spalenie papierosa (nienawidzę smrodu dymu – niszczę palaczy gderaniem)
  • To nie szpan – chociaż młodzież ponoć czuje się oryginalnie, gdy zamiast odpalić fajczura – niczym szlachcic sarmata tworzy tabakierkę z paluszków. Ale ja już nie młodzież.

Więc co?

  • Bo gdy w nozdrzach poczuję Gawith Apricot, a morele ogarniają moje zatoki, przypomina mi się bezgraniczne pole rzepaku, gdzie ja, na miłym wzniesieniu, w świeżym letnim wietrze obserwuję falliczny kształt pozostałości po drzewie, w które onegdaj uderzył piorun.
  • Bo gdy łzy w moich oczach wywoła Gletscher Prise, czuję orzeźwienie porównywalne do 10 czarnych cukierków Hals zjedzonych łapczywie na środku zamarźniętego jeziora w Dąbiu (nie Szczecin-Dąbiu).
  • Bo gdy zasmakuję Ozona Cherry czuję słodycz kojarzącą mi się z pierwszymi wybrykami alkoholowymi, w zamierzchłych czasach, gdzie zdaje się wszystko było łatwiejsze, a młodzieńczy, ugrzeczniony bunt ograniczał się do sumiennej i regulalnej nauki, która nie kolidowała z poznawaniem najniższej półki z winami – asortymentu sklepu „Na Rogu”
  • Gdy anyżowy Lowen Prise wywołuje swędzenie dziąseł – czuje, że gryząca i sztuczna słodycz też jest piękna na swój indywidualny sposób.
  • Zawsze kiedy w akcie ostatecznego sponiewierania częstuję ludzi tabaką Red Bull, wiem, że gram z losem w picipolo i albo wygram, i wszyscy dostaną pieprzowego kopa, albo przegram i horyzontalna pozycja będzie jedyną opcją na (nie)miłe zakończenie nocy. Dla wszystkich.
  • Gdy znajdzie się kozak, Pan z cyklu „cototonieja”, samozwańczy król imprezy, Cassanova i Pudzianowski w jednej osobie – nie odmówi on Medicated No. 99. Nie odmówi i zamrze w czeluściach zmagania się z własnym ego zniszczonym przez małą dawkę mikroskopijnie zmielonego proszku.
  • Bo gdy spróbowałem Gawith Cola przypomniałem sobie lizaki o smaku coli za 10 groszy z kiosku spożywczego, popijane soczkiem z woreczka i zagryzane gumą kulką.
  • Bo za każdym razem jak widzę biało-zielone pudełko Ozona Spearmint nie mogę się nie uśmiechnąć, bo ta przesmaczna tabaka ma w swojej nazwie ejakulat. Mam nadzieję, że tylko w nazwie.
  • Bo gdy wymarzyłem sobie tytoniowy proszek o smaku ukochanej wanilii – zdobyłem Chapman Vanilla Snuff… I pożałowałem, że niemiecka firma produkująca ten wyrób jeszcze istnieje. Paskudztwo (Chapman Cherry też jest skrajnym złem).
  • Bo gdy Żabol podarował mi kiedyś resztkę McChrystals nie mogłem uwierzyć, że ktoś stworzył bardziej chemiczny proszek do prania, przeznaczony dodatkowo do wciągania przez nos.
Nerd zażywa tabakę z białego PSP
Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Comments 2 komentarzy »

… odosobnienia.

Moim oknem na świat po rozstaniu ze studencką anty-pseudo-gejowatą atmosferą 3 chłopów na powierzchni kilku metrów kwadratowych, stał się IBM T42 przyozdobiony nikczemnie kiczowatymi naklejkami, mającymi na celu przywołać wspomnienia z gracjanoroztockich czasów dzieciństwa, gdzie to każdy z moich znajomych prócz mnie jednego posiadał w zabudowaniu swoim szafkę z naklejkami maści wszelakiej. Pokój, cisza, spokój, 2 sztuki perkusji maści elekro-akustycznej, baniak z winem, paczka prezerwatyw, komputety, monitory, melissa, dresy do ubioru wieczorowego, flaga „wszyscy umrzemy”. Do tego dochodzi permanentny płacz dziecka za ścianą.

… Mamy przecie kontakt ze wszystkimi – wystarczy bowiem chwila, a odezwie się Piotrek, Andrzej i Paweł (pomimo, że aktualnie „leczy” giczołę jedyną niesprawną w miejscowości nadmorskiej). Instant Messagening Era! Nieeee, to już było kilka lat temu. Teraz mamy pierwszą gwardię, straż (tudzież oprawcę) przednią – Avantgarde, co nadeszła jako sprzężenie zwrotne beztroskiej ery natychmiastowej komunikacji. I co wykrzykują Wojacy na czele plutonu?

- Samotność….

Bo niby nigdy nie można było tak wiele w tak krótkiej chwili. Bo niby nigdy cała wiedza wszechstworzenia nie leżała w licznych rękach pospólstwa całego. Żyjemy w dobie informacji, a nie wiedzy. Wszyscy jawią się jako kompetentnie wykształcone persony – dostęp do informacji wyjawia jednak pewną smutną prawdę: tylko 10% ludzi tworzy nowe spostrzeżenia. Pozostałe 90% (w tym i ja) to pospolici xero-boy’e i rude-xero-girl’y, którzy sprawiają, że pozory oświeconego młodego narodu stają się nad wyraz realne. Nieczęsta weryfikacja obnaża jednak nieścisłości w tym systemie – głupiście, i głupie Wasze Matki. Głupi Wasi Bracia, zwierzęta domowe i Ciotki. Jako, że należycie do miernoty (jako i ja), nie potraficie zrealizować w praktyce otartego (na wskroś marketingowego) Out-Of-The-Box-Thinking.
Teraz będzie prawda objawiona, więc pogrubiam: NIGDY, PRZENIGDY, POWIADAM WAM, NIE ZOSTANIECIE DOSTRZEŻENI, JEŚLI PRAWDY GŁOSZONE PRZEZ WAS POKRYWAJĄ SIĘ Z PRAWDAMI GŁOSZONYMI PRZEZ OGÓŁ. JEŚLI ROBICIE COŚ, CZEGO EFEKTY MOGĄ BYĆ OBIECUJĄCE I EFEKTYWNE, NIE REZYGNUJCIE Z TEGO. Albowiem prawdę głoszą zwykle Ci, którzy w rozumieniu pospólstwa nie mają racji….
I analogicznie – 90% z Was zostanie wyśmianych, 10% odniesie względny, oryginalny sukces.

… chcę zagrać koncert Libido. Chwilowa zachiewajka

Tagi: , , , , ,

Comments Brak komentarzy »

… czyli takie tam sobotnie granie o szatanie.

Jesteśmy niewolnikami umysłu.

Uwiązani silnym sznurem superego nie jesteśmy w stanie czynić zgodnie z kierującą nami chciwością, chucią, chęcią wiecznego zaspokajania. Niezaspokajanie wszelkich popędów prowadzi natomiast do głęboko zakorzenionych depresyj wszelakich, promieniuje na jakość całego życia, psuje nam postrzeganie.

Szukając substytutu trzeźwego doznawania uciekamy w chemiczniechujową magię zmieniaczy rzeczywistości, ot jak tapety na pulpicie – dziś rozmywamy, jutro wyostrzamy, albo wrzucamy zupełnie inny obrazek. Superego krzyczy tutaj i mówi, że tak nie wolno. Nie wolno pokazywać, że da się zmienić otaczający nas światostan w zupełnie odrealniony błogostan, tudzież kłujący światowstręt. A i nie ma też sensu dyskusja z osobą odrealnioną – pokrętne, iluzorycznne meandry jej rzeczywistości mają sens tylko i wyłącznie, gdyby udało nam solipsystycznie odtworzyć zaburzoną chemię w jej mózgowiu. Mission impossible.

A najprzyjemniej jest na naszej klasie… Wtedy wszystko było takie proste, doprawdy?

„Tęsknota za młodością jako czasem rajskim, wolnym od odpowiedzialności i zobowiązań, czasem, w którym – jak się nam wydaje – wolni byliśmy od bolesnej świadomości przemijania, od winy i lęku przed nieznanym, jest najbardziej fundamentalną ludzką skłonnością” - James Hillman 

Mi prawda z w/w cytatu kreuje myślenie od dawna. Widzę, że ludzie się zmieniają, czasy i przestrzenie w których egzystowaliśmy przenikają się wypluwając półprodukt końcowy – stan obecny. A człowiek gdzieś pod kołnierzem czuje, że niegdyś było piękniej. A kurwa nie było – powiedzmy to sobie raz i szczerze.

Wieś. Całodniowe bieganie po lasach i polach w poszukiwaniu kojących doznań (synteza zimnego wiatru i szumu zieleniny otaczającej) przyniosło jednak spodziewane rezultaty – bateryjki naładowane choćby na kilka dni. Lubię spokój, ciszę. A gdy tej nie ma – lubię widzieć przestrzeń. W Szczecinie jestem zmuszony zrezygnować i z jednego, i z drugiego. Miasto to wysysa z człeka wszelką energię. Wstanie o godzinie 14, pójście do Biedronki na zakupy i na 2 godziny na uczelnie eksploatuje ZUPEŁNIE tak samo, jak zapieprzanie w niszy edukacyjno-zarobkowej w godzinach 8-20 nonstop. Nie odczuwam różnicy.

Wiele sposobów czyni człek, aby nie myśleć. Ambiwalencja, rachunek zysków i strat z życia przeszłego i starcia z sumieniem sprawiają, że nic nie jest proste, a wszystko jest nie tak.

YouTube Preview Image 

Prawda znana i wiadoma: Kierujemy swoim postępowaniem tak, aby w przyszłości było lepiej. Czasem brak jednak sił, a coraz mocniej uderza w drzwi łepetynki kloaczny potwór krzyczący: „NADCHODZĄ TWOJE SŁABE DNI”.

… To ja jestem niewolnikiem swojego umysłu.

Tagi: , , ,

Comments Brak komentarzy »

Skrzynki na listy zgodne z normami Unii Europejskiej to jawny żart

Skrzynki na listy zgodne z normami Unii Europejskiej to jawny żart

Jestem zażenowany zaistniałą sytuacją. Dotychczas żadna z restrykcyjnych i nierzadko bezsensownych norm unijnych szczególnie mnie nie ugodziła. Teraz jednak miarka się przebrała…

W mojej klatce mieszka 8 rodzin, kada z nich musiała niedawno uiścić obowiązkową opłatę w wysokości 80 zł. Zebrane 640 zł zostało przeznaczone na nowe, spełniające normy unijne, skrzynki pocztowe. Oprócz nowych, zunifikowanych wymiarów, miały one zagwarantować wszystkim firmom zajmującym się przesyłkami możliwość pozostawienia paczki / listu bez posiadania kluczyka. Dzięki temu miała zakończyć się wyłączność korzystania ze skrzynek przez Pocztę Polską, a alternatywne firmy zajmujące się pocztą i paczkami miały mieć ułatwione zadanie przy dostarczaniu listów pod nieobecność adresata.

Kilka dni temu nowe skrzynki (fakt, ładniejsze niż oldschool-PRL) zostały zamontowane. Dziś przyjrzałem się im bliżej. Efekt? What The Fuck? Kto to wymyślił.

Fakt, przez dużą szczelinę każdy może do wybranej skrzynki wrzucić dowolny list, czy spam ulotkowy. Ale do jasnej cholery – to działa także w drugą stronę! Bez problemu można wyciągnąć dowolny list z dowolnej skrzynki, bez otwierania tejże. Gdzie tu jest sens?

Do cholery, ja rozumiem, że w Unii Europejskiej kradzieże się nie zdarzają (sic!). Ale to Polska, mieszkam w Polsce, tutaj jak nigdzie indziej okazja czyni złodzieja!!! Dlaczego jest tak, a nie inaczej? Jak według Was powinno rozwiązać się SENSOWNIE problem demonopolizowania dostępu do skrzynek pocztowych?

Tagi: , , , ,

Comments 7 komentarzy »