Archiwum dla kategorii “Życie”

Czyli moja Ty mała śrubko, myszko, klawiaturko… Wiedziałem, że coś jest na rzeczy.

Wyczytałem dziś, że:

Wystarczy by kobieta włożyła miniówkę, czy bikini, by przeistoczyć się w oczach heteroseksualnych mężczyzn w obiekt pożądania. Obiekt – w dosłownym tego słowa znaczeniu! Uczeni bowiem, badając aktywność różnych części mózgu u płci brzydkiej w trakcie podziwiania seksownych wdzięków pań, zauważyli, że aktywne stają się te obszary, które odpowiedzialne są za używanie narzędzi takich jak np. klucz francuski czy śrubokręt. Jednocześnie zaobserwowano dezaktywację ośrodków związanych z uczeniem empatii i tworzeniem więzi emocjonalnych z drugą osobą. Płynie stąd prosty wniosek – mężczyźni dehumanizują atrakcyjne i skąpo odziane kobiety, traktując je nieświadomie jak przedmioty. (źródło: Angora)

Ja dodam, że prawdziwy informatyk kobiety powinien traktować obiektowo, a nie przedmiotowo. Bo kobieta zmienną jest – żeby ją zainicjować trzeba ją zadeklarować. [tak wiem, stare dowcipy]

Trzeba tylko zastanowić się dlaczego mi bardzo podobają się kobiety w mini ? I kogo mam prosić, aby do nowego modelu dodano mi instrukcję obsługi?

edited 31.III.09:

Tak mi się przypomniało, że kilka lat temu napisałem wierszyk z ukrytym przesłaniem (dotyczącym studenckiego problemu 1050 [zł]). I dodam go tutaj, jako, że padają podobne do powyższych sformułowania:

Kwestia i Prawda
15.O3.2006

Drylować, sZczerzyć,
mizIać, Emanować,
KultywowAć, istotnić,
tradycję koNtynuować.
a przecież informatyk powinien
Traktować kObietę nie Przedmiotowo,
a obiektowo.

a ja znowu piłEm,
wentylowałem trzeźwość zaworem bezpieczeństwa.
z tyłu głowy.
dobrowolNa iniekcja stymulująca,
werbalna, bieg ku monetom,
ku materialniejszej części świata.
balsamik dla duszy zostawiam,
bo szczęście to kwestIa nastawienia, prawda?

złośliwość ożywionych organizmów
w hierarchii społecznej wyżej postawionych,
to zwykłem niwelować.
zespół napięcia przed/podczaS/posesyjnego sprawia,
że konieczność zapłaty staje się jak baba jaga za dzieciaka.
dziekan wszak też człowiek,
a kompleksy to kwestia wyboru, prawda?

a wszystko przeplatane mnogością,
mgłą, nieokreślonością przyszłości,
i nie chcesz zrozumieć, że
kwestią wyboru nie będzie prawda,
a wymierne kogoś widzimisię.

Tagi: , , , , , ,

Comments 4 komentarzy »

Punky Reggae Live to taka magiczna impreza. Kilka regałkowo-kinderpunkowych zespołów grających prostą, ale naiwnie buntowniczą muzyczkę i tłum młodzieży w wieku wczesno-licealnym przypominającej mi, że lata trwania nieubłagalnie płyną. To jest ten jeden z nielicznych dni w roku, kiedy trzeba beztrosko, obligatoryjnie uraczyć swoje trzewia tanim siarkofrutem marki Komandos lub nalewką lipowo-miodową z Żabki, nie zważając na konwenanse. A przynajmniej tak to sobie tłumaczę.

Farben Lehre już 6 lat temu żenowało mnie naiwnością swoich tekstów i infantylizmem toczącym się z każdej nuty. Ale wraz z upływem lat właśnie TO w nich szczególnie polubiłem.

Nie ma takiej siły, która zniszczy to co w nas!!!

Cieszę się jak dziecko, gdy widzę naocznie, że w tak małym mieście jak Szczecin powstaje kolejna zbuntowana fala ludzików, których JESZCZE nie widuję w Pubie Hormon, a widywać zacznę za mniej więcej 2 lata ;) . Przypomina mi się tożsamy okres mego życia, kiedy jedynymi, przytłaczającymi problemami były sprawdziany z historii i kartkówki z geografii. Lub nie było czasu na niekończące się rozmowy o zespołach muzycznych… A wszystko mimo, że było wyjątkowo penisowe, zdawało się być bardziej czarne i białe.

Zgubiłem na tej imprezie WSZYSTKO – bluzę, kurtkę, telefon, Żabę. Pierwsze dwie znalazłem w wielkim worku trzymanym przez kilku kolesi w bluzach Lonsdale, telefon odzyskałem za piwo od losowej młodzieży (nie pytaj mnie jak to zrobiłem), Żaba odnalazł się po koncercie i był trzeźwiejszy niż wcześniej. Pozytywnie, prawda?

Ach  – i coraz mniej jest okoliczności, gdzie dredy działają in-plus na odbiór mej persony, a nie odwrotnie ;)

Tagi: , , , , , ,

Comments 1 komentarz »

Korzystając z chwilowej depresji spowodowanej niezaliczonym egzaminem, postanowiłem sklecić co nie co na temat bębnów, na których staram się czasem coś w rytm postukać. Opis ten czynię celem upamiętnienia historii wszelkich moich zestawów, jak i celem przedłużenia sobie penisa (czyt. pochwalenia się).

Zacznijmy więc od początku:

2002 – 2005

Perkusja Polmuz:

Bębny:

  • werbel 14″ + naciąg Remo Ambassador
  • tom 12″  z naciągiem Power Beat
  • tom 13″  z naciągiem Remo Pinstripe
  • floor tom 16″ z naciągiem Downhan
  • bass drum 20″ z naciągiem oryginalnym (prawdopodobnie folia ogrodowa)

Talerze:

  • ride 18″ Polmuz P-Custom
  • crash 16″ Polmuz, wersja półksiężycowa
  • hi-hat 14″ Pearlmuz, wersja limitowana

Hardware:

  • oryginalne statywy
  • twin Power Beat

Statywów używam do dziś przy Ever Play Custom, stopki natomiast przy Rolandzie.

polmuz_front2polmuz_blachapolmuz_front2polmuz_grapolmuz_nagrywanie

Perkusję tą zakupiłem w spazmach rozkoszy na początku wakacji 2006. Na old_homepage można przeczytać szerszą historię. Jest to oczywiście opowieść mrożąca krew w żyłach – kto posiadał Polmuza, ten wie. Plastikowe lugi na śruby (wypełnione podartymi gazetami), wiecznie pękające części, statywy klejony taśmą klejącą, częsta zabawa w spawanie – ot, rozpustna polska myśl techniczna nie znająca granic dała mi nie raz popalić. Na tej perkusji nagrałem pierwszą płytkę Libido – Serum :) . W ramach ciekawostki – perkusję kupiłem w stanie idealnym, a po 3 latach,  zardzewiałą, połamaną, z talerzami w kształcie półksiężyców zjedzonych przez rdzę i bez statywów, udało mi się sprzedać po cenie kupna. Klient był bardzo zadowolony, mimo, że wiedział o wszystkich wadach!

2006 – dziś

Perkusja Ever Play Custom

Bębny:

  • Snare Drum 14×5.5″
  • Bass Drum 22×18″
  • TomTom 12×10″
  • TomTom 13×11″
  • Floor Tom 16×16″

Wszystko opakowane naciągami REMO Ambassador, Emperor, Pinstripe (nie wiem, nie rozumiem), zakupionymi razem z shell-setem.

Talerze:

  • Crash Alchemy Art 16″ (brąz B8)
  • Crash Stagg DH 16″ (brąz B20)
  • Crash Stagg Myra 17″ (B20)
  • Hi-Hat Alchemy Art 14″ (B8)
  • Ride Alchemy Art 20″ (B8)
  • Splash Stagg Furia 12″ (B20)
  • China Stagg DH 14″ (B20)
  • China Orion Solo Pro 18″ (B8)

Hardware:

  • Maszyna hi-hat Everplay
  • Statyw Everplay + przedłużka Gibraltar
  • 2 x statyw Polmuz (o tak!)
  • Statyw prosty Stagg
  • Statyw łamany Stagg
  • Podwójna stopka Sonor Twin DP472R

ep_left1ep_topep_left2ep_front

Perkusję tą zakupiłem w kolejnych spazmach rozkoszy na początku wakacji 2006, pół roku wcześnej natomiast kupiłem set blaszek Instambul Alchemy. Everplay Custom była wtedy jedyną perkusją na rynku, która spełniała warunki – tania i dobra. Wykonanie bardzo miłe, nieingerujące zawieszenie, kulowa regulacja tomów, podładki plastikowe pod śrubkami, gumowe pod lugami, a materiał klon, co w budżetowych bębnach nie jest raczej spotykane.

Stopniowo set ten rozbudowuję, dorzucam blaszek pompując swoje ego, itd.

2008 – dziś

Perkusja Elektroniczna Roland TD-3KW przekonwertowany na Roland TD-6:

  • Moduł Roland TD-6V
  • werbel PDX-8 z naciągiem siateczkowym 10″
  • Pad Hi-Had CY-5
  • 2 x pad talerza CY-8
  • 3 x pady tomów PD-8
  • pad stopy KD-8
  • Podwójna stopa, twin Power Beat (ten od Polmuza wzięty)
  • Słuchawki zamknięte AKG K-55

rol_bokrol_modulerol_werbelrol_top

Tak to jest niestety w życiu, że gdy człowiek o czymś marzy i to zdobędzie, to stanie się nagle coś, co marzenia rujnuje. I tak też było u mnie w temacie perkusyjnym – gdy w końcu zdobyłem „zestaw marzeń” (czyt. nierozwalającą się, dobrze brzmiącą perkusję), rozpoczęły się problemy z salą prób. Przez praktycznie 3 lata grałem nie częściej niż po 2 godziny raz na miesiąc lub nie grałem w ogóle. Stagnacja dla każdego bębniarza nie jest niczym dobrym, bo stukanie o siedzenia w tramwajach nie jest tym, co tygryski lubią najbardziej. W końcu udało mi się jednak spełnić inne, acz powiązane z poprzednim marzenie – mieć możliwość grania/ćwiczeń w domu, o każdej porze dnia i nocy. Zakupiłem bowiem perkusję Roland TD-3KW, do której później dokupiłem moduł Roland TD-6V (różnica cen modułów na rynku wtórnym to 400 zł, różnica cen całych zestawów to 2500 zł).

Perkusja podłączona jest do laptopa przez interfejs MIDI USB, dzięki czemu można bez problemu nagrywać ścieżki midi z granych przez siebie ścieżek. Moduł oferuje 1024 instrumenty (nie tylko perkusyjne), możliwość strojenia, definiowania pomieszczenia dla echa, ma wbudowany sekwencer midi (można odtwarzać i nagrywać). Fajna zabawka.

2004 – dziś

Mam jeszcze milusi bęben, moja mała djembe, na której nigdy nie będę w stanie zagrać nic sensownego:

djembe

Podsumowanie

Dodać mogę, że moimi ulubionymi od zawsze pałeczkami (jakkolwiek to by nie brzmiało) są pałki Gładek Jazz-135. Kiedyś wersja A, teraz D.

Więc co? Sprzęt jest, tylko trzeba nauczyć się jeszcze grać. Niestety.

W rozwinięciu galeria wszystkich obrazków z tego posta.

Przeczytaj resztę wpisu »

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Comments 5 komentarzy »

W pierwszej chwili pomyślałem, że to kac morderca bez serca sprawia, że literki na monitorze wyginają mi się w nieistniejący kształt. Znajomi jednak potwierdzili co następuje:

Szatan może wyrządzić szkody na Twoim komputerze.

Szatan może wyrządzić szkody na Twoim komputerze.

Przed każdym wynikiem wyszukania pojawia się adnotacja: „Strona może wyrządzić szkody na Twoim komputerze”, a kliknięcie w link przenosi na stronę googlowego monitu bezpieczeństwa. Zło? Mam nadzieje, że tego faux pas koncern Google nie wytłumaczy słynnym – It’s not a bug, it’s a feature!

Edited:

Błąd usunięto po 50 minutach. Wedle informacji z Oficjalnego Blogu Google zawiódł czynnik ludzki. Czyli prawdopodobnie po piątkowej pijatyce komuś się slash omsknął.

Tagi: , , , ,

Comments 1 komentarz »

Irytujący pojemnik na psie kupy

Irytujący pojemnik na psie kupy

Jestem pewien, że jako mieszkańca Portowego Miasta Szczecin – nieodpartą dumą napawa Cię fakt, iż jesteś tu gdzie jesteś. Bycie Szczecinianinem, eee… Szczeciniakiem obfituje przeto w moc atrakcji. Ot chociażby nierozpowszechniony aż na taką skalę w innych większych miastach Polski sport ekstremalny, znany lokalnie jako Ślizg na Kale.

Uprawiają go dzieci, uprawia młodzież i uprawiają dorośli w przerwach uprawiania seksu, gdy trzeba skoczyć po kondomy do kiosku Ruchu. A ile niespożytej radości w serduchu człeka biegnącego po gumki (lub na uczelnię) się gromadzi, gdy może on rozkoszować się gratisowym poślizgiem na przyprószonych śniegiem, w pośpiechu pozostawionych psich odchodach.

Wiem, możesz stwierdzić Czytelniku, że jestem dziwny, możesz powiedzieć, że drogę na polibudę (teraz już uniwersytet, crap!) mam pod górkę – ale ja powiem otwarcie: TO MI SIĘ NIE PODOBA! Rozumiem oczywiście, że nasze wspaniałe państwo opiekuńcze dba o kondychę Kwiatu Polskiej Inteligencji (tak, tak – to o Tobie), ale podobnie jak w przypadku wielu innych protekcyjnych zjawisk / prohibicji – odwrotny skutek to to przynosi. Jakoś nie odczuwam orgiastycznej przyjemności, dokonując na ławeczce po takiej przygodzie, syntezy patyczka po lizaku oraz mojej podeszwy, gdy w głowie nucę pieśń o oczyszczaniu śmierdzących niestrawionych resztek psiego pokarmu. Nie podoba mi się to – i to nie jest groźba, ale faktów stwierdzenie.

A co z tym zrobić? Wszak psiaki wszelkie bardzo lubię i nie zamierzam bawić się ani w Psiego Eksterminatora, ani w Kociego Dekapitatora. Może należy WPROWADZIĆ JASNE I PROSTE ZASADY, kiedy to pozostawienie niezabezpieczonego kału w miejscu publicznym powinno być dla właściciela czworonoga zniewagą, prawnie i sumiennie przez Organy Ścigania tropioną i karaną, a społecznie wykluczającą od miłych spojrzeń i mówienia „dzień dobry” na ulicy. Oczywiście – pies to pies, nie zawsze zdąży wytropić skweru zieleni w centrum miasta, zanim jego poo zażąda ujścia przez otwór analny. Tutaj oczywiście w ratunku przychodzą jednorazowe torebeczki na nieczystości, które dostępne powinny być w każdym kiosku…

I czuję, że irytujące dalmeteńczykopodobne pojemniki na ekstrementy, nie spełniają należycie swojego zadania. Bo przecież jak Wiechu i Gruby wracają z „siódemek”, to przecież nie sposób tego nie kopnąć, używając resztek amfetaminowej mocy.

O taaaak – wolę uprawiać ciekawsze sporty, miast przymusowo ślizgać się po śmierdzących chodnikach.

Tagi: , , , , , , , , ,

Comments 1 komentarz »

Rok 2008 niedługo się kończy. Choć symboliczny to podział, jak co roku wolę ustalić, że jest to początek kolejnego rozdziału w moim życiu. Nie robię idiotycznych postanowień noworocznych, bo większa szansa jest, że takowych dotrzymam, jeśli stworzę je w np. nieparzysty czwartek, niż, gdybym wymyślił je w amoku sylwestrowym.

Tuńczyk i Poker - po czym poznać prawdziwego faceta.

Zdjęcie pokazujące istotę roku 2008 zmaterializowaną do postaci tuńczyka i zacnego piwa marki Poker.

Niechronologicznie – co rok 2008 mi przyniósł?

  • Betonowy system psychicznej autoochrony stworzył psyhoRacego
  • Uwierzyłem ponownie, że pływający w szambie odgrzewany latami kotlet zapewni mi szczęście. Zawiodłem się, zachłystując nieczystościami
  • Trawiłem C2H5OH, sinusoidalnie, przy wysokich amplitudach
  • Spełniłem wiele marzeń, moje życie stało się lepsze
  • Z ekipą głosiłem nihilizm na Juwenaliach, wierząc, że to oryginalne
  • Pierwszy raz straciłem pracę, po czym okazało się, że pracoholizm nie był dobrą drogą
  • Raniłem, mimo, że chciałem absolutnie dobrze
  • Relaksowałem się w idyllicznym słoneczku na plażach i placach świata
  • Błądziłem, bardzo dużo błądziłem, przekonując się, że im dalej w las, tym więcej zabrudzonych chusteczek higienicznych
  • Otoczyłem się gadżetami, co chociaż nie są miłe i ciepłe jak okład z młodych, kobiecych piersi, to pozwalają na chwile zapomnieć
  • Po raz pierwszy w życiu zacząłem jeździć po świecie, odwiedziłem kilka miejsc w Polsce i za granicą, dystansując się do swego jestestwa
  • Zobojętniały na cały świat wyjechałem na Woodstock, gdzie dokonała sie wulkAnizacja mego mózgu
  • Perkusiście Lao Che oznajmiłem, że może szczerze żałować, że nigdy nie był pod sceną na koncercie swego zespołu
  • Przeżyłem wszystko, doznałem wszystkiego, pełen koloryt i pełne spektrum doznań zostało mi zesłane, zupełnie trzeźwo
  • Czułem się szczęśliwy, co utwierdziło mnie w przekonaniu, że trzeba rozkoszować chwilę, bo nic nie trwa dłużej niż moment
  • Utwierdziłem się w przekonaniu, że Szczecin jest miejscem gdzie każdy z każdym albo kiedyś kopulował, albo kopał obcokrajowca. A gdy przeszedłem z tym do porządku dziennego, dowiadywałem się o tym drugi raz. I trzeci. I czwarty. I kolejny.
  • Uścisnąłem dłoń Pierwszej Personie Muzyki Alternatywnej – L.U.C, człowiekowi, którego strumień świadomości deklasuje wszystko co do tej pory poznałem. Pogratulowałem wytrwałości i faktu tworzenia
  • Zgłębiałem meandry psychiki, kolejny raz przekonując się, że lepiej żyć w błogiej nieświadomości niż wiedzieć
  • Pływałem amfibią ambiwalencji po galaktykach wyborów
  • Kolekcjonowałem doznania, zamykając je w przepełnionych pudełeczkach
  • Utwierdziłem się w stałym mym przekonaniu, że nigdy nie będę tolerował narkotyków w otoczeniu moim i moich bliskich
  • Śpiewałem pod nosem: ‚Ja proszę, ja naprawdę nie chce nigdy być dorosły. Bo wszystkie dorosłe to są dziady wstrętne, ole’
  • Łamałem sobie psychikę połamaną muzyką, zgłębiałem jak nigdy sztukę rytmu
  • Zrozumiałem, że zakrzywienia czasoprzestrzeni to fakt – rozpocząłem studia na politechnice, skończę na uniwersytecie, nie zmieniając nawet promotora. PS + AR = ZUT. Conversion completed
  • Bywałem szczęśliwy do granic możliwości, mimo, że zdawałem sobie sprawę, że wraz z nastaniem dnia intensyfikacja zmysłów ustanie
  • Wszelkie piękno było nad wyraz piękne, a zło było nad wyraz złe
  • Nie dostałem jak rok temu pod choinkę kocyka, który chociaż wywołał łzę i wzruszenie, to jak na ironię do dziś sprawia, że jest mi ciepło.

Więcej grzechów nie pamiętaj, homo sum et nihil humanum a me alienum esse puto. Carpe diem, bo panta rhei. Gdzie kucharek sześć, tam dwanaście sutków. Kwiecień – plecień, co przeplata, trochę zimy, trochę lata. I parę innych fajnych przysłów i cytatów.

Mimo tego, że nie zawsze było dobrze – życzę każdemu, aby w kolejnym roku przeżył (lub bardziej – doznał, bo wspomnienia są przecież subiektywne) chociaż promil tego co wyżej wymieniłem. Bo życie jest taką głęboką studnią z krystaliczną wodą, co zwykle jawi się jako dziura kloaczna po brzegi wypełniona ekstrementami. Ale należy zakasać rękawy i brać tą kakę, pokroić równo, konsumować jak pan Bóg kazał i prosić o jeszcze.

Więc proszę o jeszcze…

… i naprawdę boję się rutyny i szarości.

A Wam życzę poprawienia kolorytu bytu i trwałej pasji pod wszelką postacią. Enter.

Tagi: , , , , , , ,

Comments 3 komentarzy »

Ou Dża. Ale się porobiło. Miałem nie publikować, ale mości GDR! mnie podkusił. Jakoś tak bywa, że z uwagi na swoje owłosienie, staję się uświadamiaczem. Niestety, stary jestem, nie mam już siły, więc psuję młodzieży psychikę. Co by nie było – rozmowa jest oryginalna, przyciąłem dłużyzny, wyjąłem z kontekstu, zapominając, że też kiedyś miałem 15 lat.

<4xxxxx5> Witaj :) . wiesz moze to zabrzmiec glupio ale Reggae mnie zmienia mam inne nastawienie!! Kocham wszystkich ludzi!! cos wspanialego. Czuje,ze Reggae to cos czego szukalam nowe hobby nowa pasja. Wiec zapytam o to Ciebie bo wydaje mi sie,ze bedziesz wiedzial. Czy muzyka Reggae,Rasta,Rastafari jest zwiazana z religia katolicka,Chrzescijanska? Bo Chce zaczac poznawac to wszystko chce wejsc w to poprostu ale boje sie,ze to jest przeciwko mojej religii:/
<hoRacy> Muzyka reggae o ile gra ją czarny, zjarany murzyn z jamajki, zwiazana jest z ruchem rastafarai. Jesli natomiast gra ją białas w dredach lub bez – jest tylko pozerstwem i sposobem na „wyrwanie na pukanie” małolatek zafascynowanych muzyką reggae.
<4xxxxx5> Bo wiesz boje sie,ze robie cos wobez swojej religi. Do konca nie rozumiem tego wszystkiego co zwiazane z reggae bo to naprawde trudne tematy
<hoRacy> … przykro mi w takim raize, ze religia znaczy dla Ciebie tyle. religia to opium dla mas
<4xxxxx5> np.Rasta to sa te 3 kolory to rozumiem o co chodzi z tym. Tylko zabardzo nie wiem kto to jest ten Jah i te Rastafarii. Religia znaczy dla mnie bardzo duzo a reggae to cos czego poszukiwalam…to juz zaczelo zmieniac moje zycie na lepsze. Powiesz mi kto to jest ten Jah i to Rastafari?
<hoRacy> Jah = Bóg. Rastafarianizm to religia. Rastafarianie uważają, że kosciol i watykan to zło. Mowią na to Babilon, stąd tyle o paleniu Babilonu, czy o zrzucaniu bomb na watykan
<4xxxxx5> Rozumiem.:/ ale to cos zlego,ze ja slucham takiej muzyki chce zrobic sobie dredy i nosze kolory rasta ?
<hoRacy> Dread znaczy po angielsku STRACH. Rastafarianie tak naprawde nie są pozytywni. Haile Selassie będący pierwsza personą ruchu rastafarai był gorszym tyranem niż hitler. Kolor czerwony w trojkolorowej fladze oznacza KREW.
<4xxxxx5> Kurcze niby myslalam,ze to takie piekne ale jednak nie. zawsze jest cos nie tak

„Nie tak, nie tak, nie tak dziewczyno. Nie tak to miało być, mieliśmy przecież iść na wino, bo się nam zachciało pić”: Nie tak, Dyszcz.

PS. Mały bonus po kilku godzinach milczenia:

<4xxxxx5> Jedna sprawa – http://www.youtube.com/watch?v=-00IbDaEsOE o jakim on króló spiewa ?Czy to o Jezusie jest?
<hoRacy> Luta podobno często biega do kościółka, więc może tak
<4xxxxx5> Czyli Luta jest spoko? Ja tez lubie kosciol. kiedys chodzilam co niedziele i czytalam Pismo Swiete I Spiewalam ale teraz mieszkam za granica i to jest trudne. czyli Luta nie mial na mysli Rastafari w tej piosence?

no comment. Chciałbym wciąż być młody, świat był taki prosty, a skomplikowanie dopiero się w nim odkrywało. Poza tym kto słucha reggae, ten rucha kolegę ;]

Teraz Słucham: Kanał Audytywny – Gwiezdne Galaktyki

Tagi: , , , , , , , , ,

Comments 7 komentarzy »

Dlaczego?

  • Przecież to nie uzależnienie – rzadziej niż raz na kilka miesięcy na kilka chwil przypominam sobie o istnieniu proszku magicznego.
  • To nie działanie – nikotyna inhalowanej tabaki pobudza znacznie mniej niż spalenie papierosa (nienawidzę smrodu dymu – niszczę palaczy gderaniem)
  • To nie szpan – chociaż młodzież ponoć czuje się oryginalnie, gdy zamiast odpalić fajczura – niczym szlachcic sarmata tworzy tabakierkę z paluszków. Ale ja już nie młodzież.

Więc co?

  • Bo gdy w nozdrzach poczuję Gawith Apricot, a morele ogarniają moje zatoki, przypomina mi się bezgraniczne pole rzepaku, gdzie ja, na miłym wzniesieniu, w świeżym letnim wietrze obserwuję falliczny kształt pozostałości po drzewie, w które onegdaj uderzył piorun.
  • Bo gdy łzy w moich oczach wywoła Gletscher Prise, czuję orzeźwienie porównywalne do 10 czarnych cukierków Hals zjedzonych łapczywie na środku zamarźniętego jeziora w Dąbiu (nie Szczecin-Dąbiu).
  • Bo gdy zasmakuję Ozona Cherry czuję słodycz kojarzącą mi się z pierwszymi wybrykami alkoholowymi, w zamierzchłych czasach, gdzie zdaje się wszystko było łatwiejsze, a młodzieńczy, ugrzeczniony bunt ograniczał się do sumiennej i regulalnej nauki, która nie kolidowała z poznawaniem najniższej półki z winami – asortymentu sklepu „Na Rogu”
  • Gdy anyżowy Lowen Prise wywołuje swędzenie dziąseł – czuje, że gryząca i sztuczna słodycz też jest piękna na swój indywidualny sposób.
  • Zawsze kiedy w akcie ostatecznego sponiewierania częstuję ludzi tabaką Red Bull, wiem, że gram z losem w picipolo i albo wygram, i wszyscy dostaną pieprzowego kopa, albo przegram i horyzontalna pozycja będzie jedyną opcją na (nie)miłe zakończenie nocy. Dla wszystkich.
  • Gdy znajdzie się kozak, Pan z cyklu „cototonieja”, samozwańczy król imprezy, Cassanova i Pudzianowski w jednej osobie – nie odmówi on Medicated No. 99. Nie odmówi i zamrze w czeluściach zmagania się z własnym ego zniszczonym przez małą dawkę mikroskopijnie zmielonego proszku.
  • Bo gdy spróbowałem Gawith Cola przypomniałem sobie lizaki o smaku coli za 10 groszy z kiosku spożywczego, popijane soczkiem z woreczka i zagryzane gumą kulką.
  • Bo za każdym razem jak widzę biało-zielone pudełko Ozona Spearmint nie mogę się nie uśmiechnąć, bo ta przesmaczna tabaka ma w swojej nazwie ejakulat. Mam nadzieję, że tylko w nazwie.
  • Bo gdy wymarzyłem sobie tytoniowy proszek o smaku ukochanej wanilii – zdobyłem Chapman Vanilla Snuff… I pożałowałem, że niemiecka firma produkująca ten wyrób jeszcze istnieje. Paskudztwo (Chapman Cherry też jest skrajnym złem).
  • Bo gdy Żabol podarował mi kiedyś resztkę McChrystals nie mogłem uwierzyć, że ktoś stworzył bardziej chemiczny proszek do prania, przeznaczony dodatkowo do wciągania przez nos.
Nerd zażywa tabakę z białego PSP
Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Comments 2 komentarzy »

Zawsze uwielbiałem filmy z cyklu „Jak to jest zrobione”. Dziś trafiłem na dwa świetne filmiki pokazujące jak produkowane są matryce CCD i soczewki złożonych obiektywów. Jestem przerażony. Jak zawsze, jak wszystkim. Znakomite ;)

YouTube Preview Image
YouTube Preview Image
I mały bonus z cyklu „byłem dzieckiem i nie chciałem żadnych zmian”
YouTube Preview Image

Tagi: , , , , , , , , ,

Comments Brak komentarzy »

Trudna Sztuka Latania

Trudna Sztuka Latania

Automatyczny balans bieli

Automatyczny balans bieli - idiota zaufał automatyce aparatu...

Ręczny balans bieli

Ręczny balans bieli - bazując na fotce żarówki oświetlającej plac.

Drastyczna fotografia i krótka historia… Dziś, w Święto Zmarłych, biegałem po polu robiąc porno zdjęcia młodym sarenkom. Taka zabawa jednak dość szybko mnie znudziła, udałem się więc brukowaną ścieżką w stronę mojej nekropolii, tzn. wioski Wyszobór. Po drodze spostrzegłem coś, w co uwierzyć nie mogłem. Oto przede mną na wyskości metra zawisł ptaszek. Bidula zdezorientowana nie zauważyła drzewka, przez co zostałem zmuszony podziwiać niecodzienny efekt konfrontacji ogromnego pędu lecącego dzięcioła i statycznego do granic możliwości drzewa. Ptaszek przy(cze)lepił się do drzewa w nienaturalnej pozycji. Wyglądał jak żywy… Akurat na święto zmarłych taki numer. Już wiem po co nietoperzom walkman z ultradźwiękami – bardzo się przydaje w nawigacji ;) .

Oczywiście Komandor Pech się odezwał czule, bo o ile przy mojej ostatniej wizycie na wsi zapomniałem statywu, tym razem zapomniałem do statywu szybkozłączki i nici z nocnych zabaw oraz poznawania możliwości lustrzanki. W znakomity sposób udało mi się jednak sprawdzić jak działa balans bieli. Pod domem Unia Europejska sfinansowała wyszoborzanom plac zabaw (Szkoda, że tak późno – miałbym gdzie pić za młodu jabole). W nocy oświetlony jest on lampą sodową (???) pomarańczową – nierealny klimaty, jaskrawe barwy. Postanowiłem wypróbować w końcu coś takiego jak ręczny bieli balans.

Zdziwiłem się niesamowicie. Moje oko widziało wszystko w odcieniach pomarańczy. Aparat jednak potrafił odwzorować realistyczne, prawdziwe kolory.

Tagi: , , , , , , , ,

Comments 2 komentarzy »