varia:

 

arts:

music:

+mp3.wp.pl

 

 

 

  rys.1. zestaw ;)

 rys. 2. Piękny talerz

 rys. 3. podwójna stopa

 rys. 4. Sztuka turpistyczna

 rys.5. Zestaw raz jeszcze

 rys. 6. Statyw sklejony taśmą klejącą.

djembe.jpg (16898 bytes)

rys. 7 - djembe

 

 

 

 
 



Sprzęt 


Bębny, statywy oraz blachy wyprodukowane zostały przez highendową firmę produkującą "PERKUSJĘ" - Polmuz.

werbel 14" z naciągiem Remo Ambassador
tom 12"  z naciągiem Power Beat
tom 13"  z naciągiem Remo Pinstripe
floor tom 16" z naciągiem Downhan :)
stopa 20" z naciągiem Oryginalnym (bynajmniej nie Nike)
+twin PowerBeat lub single Everplay

ride 18" Polmuz P-Custom
crash 16" Polmuz, aktualnie wyrabiający etat jako talerz do efektów
hi-hat 14" Pearlmuz (wersja limitowana)

Oczywiście do wszystkiego są statywy - jakże trwałe, jakże piękne, jakże przecudowne - wyprodukowane przez zacną firmę Polmuz.

Pałki:

Gładki 135 jazz - do grania dżezu i trenowania dwójek.
Osca 1c - do grania muzyki z przytupem oraz tej o ostro zarysowanym rytmie wiodącym.
Osca Fusion - do jedzenia ryżu, grania muzyki progresywnej, robienia przejść paradidlami po tomach.

Instr. perkusyjne:

Djembe hand-made nie przeze mnie, skóra kozia, drewno brzozowe, naciąg z linki alpinistycznej, bęben potrafi wyprowadzić psa.

HISTORIA

A teraz historia... Z miejsca proszę dzieci & Panie o opuszczenie sali, bo nie będzie to bajka dla wszystkich. A zresztą inaczej -
pozostańcie wszyscy, za ewentualny uszczerbek na zdrowiu psychicznym hoRacy(r) nie odpowiada... Zaczynam więc stopniowy opis
degradacji fizycznej w/w sprzetu.

*** 2002: ***

Perkusję tą zakupiłem w spazmach rozkoszy na początku wakacji Anna Dominik 2002. Stan (wtedy jeszcze) był... a jakże - idealny...
Nie zauważyłem jednak, że lugsy w których zagnieżdzone były śruby naciągające firmowe naciągi z folii ogrodowej były plastikowe.
Już w pierwszym miesiącu (a był to mój pierwszy miesiąc z instrumentem quasi-perkusyjnym w ogóle) musiałem powymieniać większość
naciągów, gdyż te oryginalne, firmy "Folia Ogrodowa z o.o." - po każdym, najsłabszym nawet uderzeniu, odwdzięczały się ładnym
wgłebieniem lub przynajmniej dziurką... Powymieniałem oczywiście na rezonansowe, które przełożyłem na górę... Efekt zaskoczył
nawet najwytrawniejszych dźwiękowych smakoszy - powodował ucieczkę wszelkiej fauny poza strefę w której słychać było przejmujące
brzmienie bębnów. Założyłem więc firmę zajmującą się deratyzacją mieszkań...

Pod koniec roku zostałem zmuszony do wymiany naciągów - na werblu wylądował naciąg Pearl (za wysupłane ze świni - skarbonki
siostry 35 zł). Na pierwszym tomie pod koniec roku wylądował naciąg PowerBeat (który jest tam do dzisiaj) - wykorzystując okazję,
odkupiłem go od kumpla, któremu nieświadomi zagrożenia rodzice, zakupili takowego aż dwie sztuki.

Moje pierwsze pałki (Gładek 135 dżez) pękły dopiero w 2004, stukałem jednak na wielu innych - Gładki po pewnym czasie przypominały
bardziej długie wykałaczki, aniżeli pałencje.

*** 2003: ***

Początek roku upłynął na ćwiczeniu rytmu "stopa, werbel, stopa, werbel" oraz tego bardziej skomplikowanego, nieregularnego:
"stopa,
werbel, stopa, weRRRbel". Aż do momentu, gdy Anioł zszedł z Nieba i na spadochronie zaczepił się w ogródku mojego dobrego kumpla,
błogosławiąc stojący u niego w garażu rower marki Wigry 6. Od tego się zaczęło:

"Gloria, chłopcy mają zespół, Gloria"....

Libido opętało nasze umysły, Libido opętało nasze serca, nawet stojana nam wypełniło... I w czerwcu perkusja Polmuza miała
przyjemność być wykorzystana przy odgrywaniu rytmów na pierwszym koncercie zagranym w pewnej dyskotece. Umca, umca, umca, umca -
akustyka właśnie taka. Pominę niewesoły fakt, że naciągi na studni, drugim tomie i werblu miały na sobię 5 mm warstwę żółtej taśmy
izolacyjnej, gdyż wcześniej pękły na pół (od tej chwili wiem, że Pearl to zła firma :))).
Do wartych zanotowania zaliczyć można fakt, że koncert zaliczam do tych udanych - nawet, gdy w środku utworu przestałem grać, bo
mi pałeczka wpadła do pieca kumpla i musiałem ją wyciągać - nikt się w tym fakcie nie połapał, bowiem gawiedź szlachecka skakała
dalej.

Już wtedy pojawiły się pierwsze pęknięcia na crashu, które niczym nowotwór wraz z upływem czasu pożerały coraz więcej zdrowej
tkanki polmuzowskiego stopu.

Wakacje były ciężkim okresem dla bębnów. Nie sposób opisać cóż za emocjonalne rozterki powtały w głebi mej duszy, gdy po pewnym
czasie śruby bębnów po prostu zostały WYRWANE z plastikowych gniazd, rozstrajając każdy z bębnów (a raczej poluźniając, bo
nastroić bębnów nigdy się nie dało). Zakupiłem jednak po miesiącach męczarni nowe gniazda (metalowe) z innego Polmuza... Alleluja,
mogłem nareszcie naciągnąć naciągi... wow... Wymieniłem także naciąg werblowy i studniowy na te, które znajdują się aktualnie na
moim polmuziątku.

Do dziś w środku nocy potrafię obudzić się z krzykiem, gdyż regularnie śnią mi się koszmary o moich zmaganiach z polmuzowską
stopką. Sprężyna od długopisu, pokrzywiony bijak, zamiast łożysk 2 gwoździe... Coś dla fanów mocnych wrażeń, coś dla wielbicieli
sztuki turpistycznej...  Widząc moje zmagania z niewidzialnym wrogiem - kochani znajomi na moje 18te urodziny zorganizowali się,
by
zakupić mi normalną stopkę... Tak też Everplay zagościł pod moim trampkiem "made in china".

W październiku zrobiłem mojemu polmuzowi małą niespodziankę, zabierając go ze świetlicy wiejskiej remizy strażackiej (gdzie
rezydowała od początku swej egzystencji ze mną za sterem) do oddalonego o 10 km Miejskiego Domu Qltury, gdzie wraz z Libido
postanowilismy się na żywo zgrać. Moja perkusyjka otoczona specjalistycznymi mikrofonami wyglądała nad wyraz dostojnie. Niestety -
zawiodły i umiejętności, i okoliczności (akustyk dostał flachę po sesji nagraniowej, a nie przed, co zaowocowało kompletnie złym
nagłośnieniem). Oczywiście (hehe) możecie utwory wszystkie ściągnąć z www.horacy.art.pl ... Szczerze polecam usłyszenie bębnów o
któych mowa w tym tekście...

Pod koniec roku pojawił się przerzut nowotworowy i mimo dwukrotnego obcięcia pęknietego crasha, pęknięcia pojawiły się na
ride`dzie i
blaszkach hi-hatu. Podobnie - pękła rura statywu od werbla, który (rys.3) zastąpiła zużyta pałeczka od perkusji.

Mimo to - wielokrotnie występowała jeszcze przed wielką publiką na licznych koncertach... Amen.


*** 2004: ***

A oto przed Wami końcowa faza degradacji perkusji. To tutaj widać jak IDEAŁ SIĘGNĄŁ BRUKU. To tu widać jak WIELKIE IDEAŁY SKOPANE
ZOSTAŁY DO RYNSZTOKA.

Sprzęt nie wytrzymał wygórowanych brzmieniowych wymagań, wyżyłowanych standardów muzyki rockowej. Maszyna do hihatu po wielu
awariach działania oraz odpadnięciu nóżek została zaklejona taśmą klejącą (rys.6) - inaczej by się, za przeproszeniem, rozjechała.
Większość gwintów przy statywach została przekręcona, zepsuta. Statyw do crasha po nieciekawej przygodzie (złamanie górnej części
rury na wycieczce w Zakopanem) - został potraktowany starym wkrętem, hakiem i taśmą klejącą (rys.4).

Na osobny wywód zasługuje talerz crash, który w skutek stawiania oporu przeciwnościom losu nabył wiele ciekawych cech (detal na
rys.2). Gdy zamontowany jest w normalnej pozycji (na kształt normalnego talerza) - wydaje ciężkie, szkliste brzmienie
przypominające odgłos łamania blachy skorodowanego trabanta. Gdy natomiast odegnie się jego skrzydełka ku górze (na kształt
\_,.-.,_/ ) diametralnie zmienia brzmienie - na bardzo wysokie, dzwonkowate, z wyrażnie zaznaczonym ping. Cóż za urozmaicenie -
nie prawdaż?

Zakupiłem także do zestawu podwójną stopę powerbeat. Co jednak z tego skoro bas brzmi nie "tyk,tyk", a "BUUUUUUUUUU".... :)))

Podsumowując: zmysł techniczny Horacego opisać można w kilku słowach: "Jeśli czegoś nie da się zrobić taśmą klejącą, to się nie da
zrobić".

Tym optymistycznym akcentem kończę mój wywód, dodając jeszcze na końcu, iż djembe (rys. 6) nie posiada aż tak barwnej historii,
choć już wiele w ciągu 2 miesięcy w moich dłoniach przeżyła... Trzeba wiedzieć jak zadowolić instrument, nie?

Pozdrawiam wszystkich, którzy dotarli do końca... And remember - always look on the bright side of life... :)



 


 

 


HoRacy mail  |  HoRacy gg  |  HoRacy mobile  księga gości  |  strona główna  |  góra strony