varia:

 

arts:

music:

+mp3.wp.pl

 

 





 







 



























 

 
 

| poezja

!!! DIGART  !!!

Uwierz, że Ty także możesz zostać mini Różewiczem, albo pseudo Poświatowską - spróbuj spisać swoje przemyślenia, jako i ja próbuję w chwilach natchnienia... Ekshibicjonizm emocjonalny, czy nieudolny sprawdzian epatii? Nowsze utwory znajdować będą się wyżej od innych, tuż pod tym przypisem. Czekam na Twoją opinię, którą możesz wygłosić TUTAJ - pod tym linkiem. I proszę Ciebie bardzo - nie doszukuj się w moich słowach absolutnie sprecyzowanego sensu- pamiętaj, że KAŻDA poezja ma za zadanie wyprowadzić Ciebie na wielką łąkę, a nie zamknąć w małym, przydomowym ogródku.

Walka

30.04.2005

 

ambiwalencja zabija
niszczy doszczętnie każdy paproch 

stoczyłem zażarty bój
strumieniem świadomości

najgorsze 30 minut mojego życia
pytanie, pytania, pyta

schizofreniczny taniec myśli
duże staranowane większymi

mokre pogorzelisko
wrak człowieka

i nadzieja
że zniszczona ziemia
szybko odrodzi

głupie Serce
binarne Serce

 

Miłość

21.04.2005

 

Leżymy nadzy, owiewani swymi spojrzeniami.
Dawno już wyrzekliśmy się tekstylnego świata,
wzajemnie ochraniając się swymi ciałami.
Orzekłem więc spojrzeniu, 
że płytko pokazuje głębie zaistniałej sytuacji.
Odbieram Cię każdą komórką mojej biotkanki.
Nie wyobrażam sobię, że kiedyś znowy zobaczę nas
                                                                    UBRANYCH

Bo i po co, skoro osiągnąłem równowagę,
zatrzymałem gonitwę myśli, 
zamknąłem gdzieś doczesność.
Po co, skoro karmą moją Twoje usta,
napojem okrągły pępusiek,
a niepoznaną krainą -
każy milimetr Twego ciała.

I choć w naturze człowieka 
wątpić jest we wszystko co pewne, 
wiem, że tu i teraz jesteśmy całkowicie spełnieni,
a poruszyć kamieniem płaskie lustro wody
mogłaby tylko Pani, której w pracy
karzą gasić ludziom świeczki.

 

Freeride on my mind street

18.04.2005

 

* mam dość samozwańczych władców świata
polubownie angażujących się w
autodestrukcję pokolenia *

* mam dość zadawania pytań, czy wszystko okej,
czy zauważyłeś braki,
inaczej postrzegasz... *

* mam dość otwierania oczu,
poszerzania spektrum zmysłow
rozumienia szczegółów *

* mam dość jałowych przygód,
jałowych doświadczeń,
jałowych dyskusji *

* mam dość fontanny uczuć,
wodotrysku kolorów,
palety doznań *

* mam dość fałszywej bohemy,
rozrywkowych imbecyli,
snobistycznych wypaleńców *

* mam dość kreatywności utożsamianej
ze zwiniętym lolkiem *

* mam dość dzikiej aktywności
rozumianej przez proszek
wciągany przez słomkę.

* mam dość - kto więc pokaże nam
nowy sposób na życie *

 

Lekcja 4

04.03.2005

 

nieskończony rumieniec koloru wina

bardzo to miłe i jakie ważne gdy doświadczenie
staje się tylko mglistym wspomnieniem
naznaczonym werterowskim tatuażem

czy to jest sens życia 
taniec hormonów
przystanek życia nieskończonej satysfakcji
spełnienie i krótkie słowo kocham

nadające sens życia
wydeptujące ścieżkę pośród traw zagubienia

...
..


tragiczna przerwa
płaczliwe myśli przebijające głowę
szukam resztek zapachu w coraz bardziej jałowej tkaninie
brak mi piękna i chcę znów raz za razem
udowadniać że teraz trwa najwspanialszy moment
który świat niedobry zdołał wytworzyć

 

smycz

03.03.2005

 

w szponach mego superego
wyznaczam sztuczną granicę

wybiel
zniweluj
spal tamten most
nie przejmuj echa przyszłości
zacznij nowe życie
nie zważaj na otoczenie
bądź absolutnym doskonałym kreatorem
zacznij się od nowa
bez jarzma sumienia

czy znów puściły Ci nerwy?
Kochanie?
 

nisza

11.01.2005

 

Mówię Ci synu - bądź jak Twój tata
czternaste pokolenie wychowanych w nienawiści
a przeto bliźniego miłować nakazał Bóg
nieświadom mylnych interpretacji

Bądź mądry synu - żyj miłością
pokochaj mnie mocno
bądź znienawidź jutro

Jezusie?
Jakieś niesnaski wypełzły z wnętrza
nie dają żyć w spokoju
Whatever...
znalazłem swój mały kawałkek cienia
uniwersalną odpowiedź na wszystkie pytania
trzeźwą interpretację narkotycznych wizji

MZK

23.11.2004

 

Chciałbym wspomnieć o największych błedach twojego życia
o nieudolnym spijaniu rosy
o deptaniu
o nagłej śmierci
o paskudnej koszuli
o haku wystającym z twej kieszeni
jestem mały, wątły, lecz ciebie nie ma w ogóle
odpowiedz sobie sam kto ma gorzej?

Spójrzmy na starszego, miłego pasażera.
Stukroć bardziej wolę obserwować czarny punkcik w głębokim tunelu
prawie martwą źrenicę w zmarszczonym oczodole
i czerpać z tego dziką satysfakcję, 
bo wiem, że do tego przystanku życia na pewno nigdy nie dotrzesz.

 

o ciele

22.11.2004

 

Chwytaj chwilę, dzień tak szybko mija,
posuwa się mór, ostatnia godzina.

Duszę mą wieczną jak pewnik wciąż traktuję
płaszcz sumienia na ramieniu, a ja znów poluję!

Uroda przemija jako krótka chwila.
Uroda? Tak bardzo żywot nam umila.

Więc łydka kusi, powabnie nas zwabia
Wziął się za ciało, duszę gdzieś zostawia

I nie patrz jak robak zza krzaka, co wyjdzie
ja pięknem się syce, na duszę czas przyjdzie

Jedno żądanie wyrwane kaszlem rwącym,
Daj mi proszę zostać humanistą praktykującym.

 

Huyah

15.10.2004

 

Przyjdź władco beznamiętny, co w chwili dla siebie odpowiedniej 
rozedrze brzuch poddanego
bez słowa wyjaśnienia.

Przyjdź bezwstydny potworze który natychmiast 
zdejmie powłokę sumienia
z czerwonych wilogtnych czeluści

Odejdź namiastko woli, złudzeniu świetności, 
podmuchu decyzji, postaci pewności
z wyłupionymi oczyma

Niech znikną rozdroża, a Mistrz zdradzi mi Absolut, 
jasne i proste zasady.

 

maska

02.09.2004

 

Zza Twej rozkruszonej u-cha-ha-nej maski
spoglądają smutne oczy. 
Proszę więc:
Kończ z mówieniem "na pewno się spotkamy",
skoro wiesz, że nie ma na to cienia szansy.
Spal tą kurtynę iluzji i nie mów proszę, że tak będzie lepiej.
Zdajesz nie zdawać sobie sprawy, że 
by zwrócić na siebie uwagę potrzebujesz samoalienacji.
Żaden z Ciebie wolny elektron,
urodziłeś się po prostu o kilka lat świetlnych za blisko ziemi.

 

lekcja 3

30.08.2004

 

ostatnia rzecz jakiej pragnę w tej chwili to ludzie
ja po prostu nie chcę zabić

myśli powierzam zaufanemu samemu sobie
zdradzającym mnie przy każdej okazji

złote zasady śmieszne prawa
którym nie podlegają ambiwalentne wspomnienia

nie mówię już kocham.
wieczna skaza empatii

wieczny powrót
repetycja sytuacji

rozkoszuj chwilę bo nic co znam nie trwa dłużej 
niż może się wydawać moment

i powtórz jeszcze proszę

 

lekcja druga

05.08.2004

 

opuszczę mój dom
udam się na leśną polanę
drogą szeroką
ruchomymi trawami

szukając odpowiedzi
w dziele stworzenia
położę się
prawdziwie rozumiejąc

dziwaczne zwierzę
złapie moją dłoń
ciągnąc ją głęboko
do dziury w ziemi

wtedy przyjdziesz ty
me ramię się uniesie
przybijesz drugą mą rękę
do wyschniętego drzewa

nogi trwale zapomną 
o siłach grawitacji
unosząc bezładnie
mój punkt zaczepienia

groteskowa rzeźba
pośród kwiatów pylących
szerokiej drogi
i ruchomych traw

 

Homo sapiens sapiens

05.04.2004

 

Człowiek naderwaną sznurówką
wysoko przywiązał się na drabinie bytów
czyniąc ze zwierząt swoich podwładnych
użyźniając glebę długimi palcami

niczym antena chłonąca bodźce świata
skupiając natchnienie chwili
rozkoszny motyl urzekający kolorami
kwiat łamany powiewem wiatru
szept zatroskanej matki
dłoń wplątana we włosy

zapewnianie bytu rwie nasze koszule
wypuszczając wodę z metaficzycznej rzeki
nieufność pogardza indywidualizmem
odmienność priorytetem być przestaje

pamiętam 
słowa lotne, różnorodność dotyku
dziś
przewrotne spojrzenie kobiety
imienia której nie chce znać
nawet sam pan dyrektor

nad wyschniętą rzeką postaw most
niech trwa niezniszczalny pomnik 
tylko okrakiem postawiona wizja
człowieka może utwierdzić 

 

Lekcja I 02.04.2004
 

Boże
jako, że w Twoim władaniu jest pierwiastek niszczący,
ujmij choć trochę mojej wrażliwości.
Cecha ta, 
mimo, że cieszyć się życiem bardziej pozwala, 
w czeluście depresji potrafi wprowadzić.

Podaj mi balsam, przez który moja skóra twardszą się stanie,
ogarniając strukturę ciała całego,
do duszy finalnie się dostając.

Bym widział ciasny pokój, miast wielkiej przestrzeni -
zredukuj liczbę nerwów do połowy.
By kolory stały się mniej jaskrawe - 
znieczul me źrenice cudownymi kroplami.
Nieskończoności spraw, 
by przyziemne czynności stały się dla mnie całkowitym spełnieniem.

I stwórz bym miast balsamu, użyć nie musiał dłuta twardego,
splamionego krwią marnotrawnego syna.

 

Erotyk

10.03.2004

 

Twoje
wilgotne wargi sprzymierzają się w słowa
mowa wylewa się tworząc wody Styksu 
zapomniałem
jestem mocny
głupi - biologia kazała mi oddychać

możesz mnie zranić
teraz
niech sztylet przebija głowę
niczym drut kolczasty rozrywając wnętrzności
codzień od nowa
codzień od nowa

 

Idealne lśnienie

20.03.2004

 

BĄDŹ moją nieśmiertelną poezją
Przystankiem na drodze tłumienia nienawiści
Pierwotnym instynktem
Ostatecznym tchnieniem
Jedenastym przykazaniem
Przewrotnym spojrzeniem
Wolną myślą
Najpiękniejszym doznaniem
Niekończącym natchnieniem


BĄDŹ moim zniszczeniem
Piątym jeźdźcem apokalipsy
Stężeniem pośmiertnym
Wolnym elektronem
Wysuszoną wodniczką
Bolesnym krokiem
Ostatnią godziną
Skręconą kostką
Przerzutem nowotworowym


BĄDŹ...

 

Niemożność bycia w Tobie

09.03.2004

 

opiewając twą boskość
białą scianę wypełnia
szalona twórczość

pożądaniem buduję
cegły zazdrości
nową architekturę

łykam zapach twego ciała
sprzężenie zwrotne
i ciemność
w przyrodzie dominuje chemia

tylko pragnę słodkiego 
smaku warg twoich
by słowa straciły sens
a świat przestał istnieć

moja Muzo - proszę bądź

 

Zboże

04.04.2004

 

niezbadana przestrzeń suchego jeziora
światłocień fal przykrywa wspomnienia
delikatnym powiewem wiatru muskana trawa


tratwa

ponton

łódź

arka


mój statek w bezkresie zapomnienia

 

19 lat

03.04.2004

 

19 lat zakrytych bielmem ciemnoty
Ogłuszonych zmrokiem
Znieczulonych prostotą
moja ręka ręką być przestała
nikczemne źródło światła ujawniło cienie
nasycone dźwiękiem niepewności
niczym grudki piachu
zakłócające poprawną identyfikację rzeczywistości
pytanie rodzi pytanie
odpowiedź rodzi pytanie
syn rodzi córkę
19 lat zakrytych bielmem głupoty

 

zerozerojeden

02.04.2004

 

potrzeba matką wynalazku
Jestem kaleką

szklane oczy
tulą się do ekrenu
wyżarty fragment uczuć
normalnych uczuć
skopanych do rynszktoka

cyfrowa jawnogrzesznica promieniuje radością
ręka wysuszona pazernego odgania komara
modernistyczna odmiana malarii
zżera resztkę człowieczeństwa
żółte słońce
łza
za życie już podziękuję...