Pociąg, samochód, samolot. A Ty? Czy wolisz siedzieć tyłem, czy przodem do kierunku jazdy?

Wolisz, gdy obrazy zbliżają się, robią się coraz bardziej wyraźne, piksele zmieniają się w obiekty, nierozróżnialne punkty zlane w jednolitej barwy masę rozdzielają się w mozaiki różniących się od siebie kolorów? Można wtedy wesoło poświęcać jednorazowe chwile na imaginowanie przeznaczenia niezidentyfikowanych pikseli na horyzoncie. Masz zwykle tylko kilka sekund w konkursie na dokonanie recepcji. Z każdą sekundą nagroda staje się mniejsza. Z każdą sekundą satysfakcja będzie mniej zasłużona. Czy to drzewo, chodnik, studnia, czy zaoczny student stosunków międzynarodowych w Koszalinie?

A może wolisz, gdy wpierw dostrzegasz coś w całej okazałości? Możesz wtedy pobawić się w określanie świata techniką bottom-up, od szczegółu do ogółu. Widzisz kota, któremu z balkonu zwisa ogon zwyczajnie, a jego zadufanie w kociej czystości i zwierzęcej boskości natychmiast materializują się do postaci chropowatej szczoteczki-języka, będącego Magnum Opus w sztuce zaskarbienia sobie przychylności dwunożnych pracowników korporacji. Środek transportu jednak oddala się od obiektu, zmniejsza kota pospiesznie i bezczelnie. Jego futro zlewa się z doniczką, okiennicą, szczegóły bezpowrotnie zanikają, futryna, taczka, dom, osiedle, miasto. Gdybyśmy oddalali się od Ziemi hipotetycznym wahadłowcem, uogólnienie do kolejnych warstw abstrakcji posunęłoby się skrajnie dalej – osiedle, miasto, region, kraj, kontynent, planeta. Kot wchłonąłby wszystko. Stałby się mikrobudulcem światła święcącego marnie jak słaba dioda LED, w postaci której jawią się miasta z perspektywy orbity. Jasne kropeczki na czarnej przestrzeni, z której większość to i tak woda o dnie niepoznanym. Nasze miejsce na świecie.

I nagle pach. Pobawmy się, powiększmy wszystko znowu. I dostrzeżmy pchełkę na wróblu lub leukocyt ścigający bakterię chorobotwórczą. Usłyszmy rozkoszny szum rekombinowanego genomu powstającego właśnie płodu jednego z leśnych stworzeń, wywołanego wlaniem się sporej ilości nasienia w odpowiednie miejsce, odpowiedniego stworzenia.

Kołowrót myśli, hektolitry doznań atakują z każdej strony. I staram się oddalać. Piszę pracę dyplomową, która zwieńczy ostatnie 5 lat mojego życia, a mnie uczyni Magistreminżynierem, tym samym pozostawiając z papierem na rozdrożu, gdzie menelski żywot nie będzie skorelowany za bardzo z pracą w ewentualnej korporacji. Przydałby się remont.

A remontu nie ma. Są liczne wyjazdy w najróżniejsze miejsca, doskonalenie i zdobywanie nowych muzycznych umiejętności,  sesje fotograficzne i denaturacja trzewi w ilościach niespotykanych dotąd. Życie takie jakie chciałbym prowadzić po wsze czasy. Byleby sił starczyło.

Zwiedziłem Dublin, Pragę, byłem w końcu przez chwilę we Wrocławiu, jeździłem pociągami, latałem samolotami. Każdy dzień zajęty miałem od godzin porannych, do późnego ranka [właśnie tak!], kiedy to kończyłem dzień. Lecz gdy zbliżę się i przyjrzę się  bliżej meandrom mej psychiki, sfera odpowiedzialna za przemyślenia wyrzuca pytanie: „Czy to nie ucieczka przed stabilizacją?” i sublimacja popędu płciowego?

Mucha:)

Be Sociable, Share!
Tagi: , ,
3 odpowiedzi na “Przodem, czy tyłem do kierunku jazdy?”
  1. Malystalin pisze:

    Horac.Dorastasz:)Innym to sie troche wczesniej zdarzylo:)I widze ze w koncu masz zdejcie w swoim wymarzonym stroju czlowieka-muchy, ktorego ja bezczelnie nie chcialam wypozyczyc:PDredy do gory a stabilizacja jest bleee i fuj wiec spiprzaj poki mozesz:)

  2. GDR! pisze:

    No, brzmi znajomo, troche jak z koncowki technikum. Masz plus za taga „bełkot”.

  3. Shadija pisze:

    Śmiesznie ironiczne jest życie. Jedni uciekają przed tym czego z kolei inni szukają i (żeby nie było za łatwo) na odwrót. Może dlatego Ziemia jest okrągła? Żeby sobie tak biegać i szukać i nie spaść. Bo najważniejsze chyba to nie spadać. A kto wie, może szukający i uciekający poobiegają sobie równik, wymienią poglądami i…nie, nie będą żyli razem długo i szczęśliwie, zamienią się rolami. Ot, życie…?

  4.  
Pozostaw odpowiedź