Posts Tagged “2009”

Mówi się, że jaki nowy rok taki cały rok. Sylwestra spędziłem u przypadkowych ludzi, których poznałem dokładnie w tamtym momencie. W późniejszych miesiącach chaos relacji narastał jeszcze bardziej.

Punkt startowy Anno Domini 2009 najlepiej określa spontaniczny klip. Czyli u nas nihil novi:

YouTube Preview Image

Wszystko co zostało podane poniżej jest tylko fikcją literacką. Nie dotyczy ani mnie, ani moich znajomych :)

Podsumowanie horacjańskiego roku 2009

Podsumowanie horacjańskiego roku 2009

Więc co się działo?

  • Wraz z kolegami założyliśmy kółko wzajemnego wsparcia. Czyli singielskie kółko alkoholizacyjno-refleksyjne, aktywnie działające, zmuszające wątrobę do hiperregularnego przetwarzania toksyn.
  • Lansowałem się za darmo w pracy, pracowałem bardzo luźno i bardzo różnie. Freelance webmasterski sprawia, że człowiek dziadzieje. Praca w domu o której całe życie marzyłem powoduje odizolowanie od społeczeństwa
  • Słuchałem pana L.U.C’a, Bonobo i Tobina. Poszerzałem spektrum tego co wyzwalają moje głośniki na wszelkie możliwe sposoby.
  • Poleciałem do Irlandii, aby w dublińskich centrach pracy zatrudnić się wszędzie i nie przyjść do roboty. Przekonałem się też, że w Dublinie jest więcej Polaków niż w Szczecinie. I piwo Karpackie nie kosztuje 1,5 zł, tylko 10 zł.
  • Zakończyłem wieloletni proces edukacyjny zdobywając tytuł Magistra Inżyniera Informatyki. Otrzymałem ocenę bardzo dobrą za pracę magisterską o wdzięcznym temacie: „System pozyskiwania obrazów z serwisów internetowych dla celów budowy
    graficznych baz danych”.
    Nastąpił więc koniec studiów. W głowie gotował się kompot z głupot o tym, że jestem na rozdrożu, nie ma sensu. Perspektywy pracy, rozwoju zbyt wiele, ale człowieka zjada marazm i stagnacja. Poza tym, czy warto zmieniać coś na siłę, skoro jest dobrze i da się żyć spokojnie nie przemęczając się zbytnio?
  • Chociaż starałem się nie dołować zbyt wiele, przebijałem kolejne dna złych nastrojów
  • Starałem się czerpać z życia wielkimi szuflami. Szukałem szczęścia w okolicach Wrocławia.
  • Zostałem samozwańczym baronem baunsu. Paliłem hajs razem z borixonem, polewałem nierządnice zimnym Ballantinesem na licznych imprezach na pozerskim pseudo-squocie.
  • Zostałem tatą chrzestnym. Blasphemy!
  • Pomiędzy okresami pozornej stabilizacji nie nudziłem się, a biegałem, doznawałem. Bolała twarda wątróbka.
  • Zrozumiałem po raz wtóry, że jak prawie każdy jestem uzależniony od uczucia miłości i bycia kochanym. Tylko będąc wiecznie naćpany oksytocyną z częstym wtryskiem endorfin wprost do mózgu czuję się spełniony. Naturalnie.
  • Pierwszy raz zrobiłem sushi dla Ukochanej. Szukałem szczęścia w okolicach Poznania.
  • Zamieszkałem w opuszczonej kamienicy, na najlepszej ulicy w Szczecinie. Przeżyłem tam niezliczoną ilość bib, bibek i imprez.
  • Starałem się realizować dewizę „primo non nocere” – „przede wszystkim nie krzywdzić”. Nie mi jest jednak oceniać, czy się udało
  • Poznałem z innej strony ludzi, których znałem od lat. Każdy jest tylko człowiekiem. Zupełnie innym. Bez możliwości komunikacji między nimi. Cytując refleksję z roku poprzedniego: „Utwierdziłem się w przekonaniu, że Szczecin jest miejscem gdzie każdy z każdym albo kiedyś kopulował, albo kopał obcokrajowca. A gdy przeszedłem z tym do porządku dziennego, dowiadywałem się o tym drugi raz. I trzeci. I czwarty. I kolejny”. Na wszystkie możliwe sposoby. To się we łbie nie mieści!
  • Mój chrześniak powiedział mi, że jestem elegancki. Wierze mu.
  • Zacząłem kupować oryginalne płyty, bo Kmieciu mnie prosił, abym wspierał muzykę. Ja nie jestem asertywny, więc nie odmówiłem
  • Paliłem kościoły razem z Burzumem.
  • Zauważyłem, że z potrzeby zaspokojenia spaczonego nierzadko poczucia bliskości wszędzie rodzi się wiele związków bezsensownych. Aby wypełnić czas i pochwę.
  • Pierwszy raz zrobiłem samotnie sushi, by zjeść je przy komputerze i zapić herbatą Saga
  • Herbata Saga najlepiej smakuje w mieście Praga. David Czerny siedząc w swoim różowym czołgu, sikając na rzeźbę przedstawiającą Czechy pewnie by to potwierdził.
  • Odkryłem, że w mojej kuchni poprzez pączkowanie rozmnażają się butelki po piwie (patrz LISTOPAD). Sprzedawałem ich więc nieskończoną ilość. Efekt? Nienawidzą mnie w każdej Żabce i w każdym monopolowym w promieniu 100 km od mojego mieszkania. Teraz nawet zwykłe skupy butelek przyjmują szkło tylko na wymianę. I za okazaniem paragonu.
  • Obserwowałem jak kolega Irek mlaszcze sałatę za internet.
  • Denaturowałem trzewia ogromną ilością autowidolu, borygo. Wszak jam jest Cyborg.
  • Pierwszy raz zrobiłem sushi na kolację wigilijną.
  • Miałem przeżyć ciepłą zimę pod kołdrą z ukochaną, a zostało przebywanie w 10 stopniach celsjusza na pseudo-skłocie, często bez wody.
  • Grałem z GODbite bardzo aktywnie. Grałem wesoło z Get Wired. Perkusyjnie osiągnąłem kolejny level zaawansowania. Jeszcze nie jestem bossem planszy, ale już niedługo.
  • Spałem z suszarką przy łóżku, aby dogrzewać powietrze pod kołdrą w nocy. W moim pokoju widziałem swój oddech. W łazience oddech zamarzał.
  • Zepsułem się jeszcze bardziej. Coraz bardziej oddalają się ode mnie cechy, które w sobie ceniłem. Wszystko przez złe Białogłowy! GODLESS, EVIL CREATURES!

Koniec końców. Chyba nie jest źle.

YouTube Preview Image

Po 2008 roku życzyłem sobie jeszcze więcej wrażeń. Otrzymałem ich zbyt wiele. Teraz życzę sobie zwolnić i znaleźć w końcu swoje miejsce na padole. A poza tym, mimo, że już Julian Tuwim napisał – „całujcie mnie wszyscy w dupę”, nie mam żadnych wyzwoleńczych nastrojów. Wiem, żę będę żył jak chcę, ale nie widzę nic złego w postępującej uniformizacji i stabilizacji mojego rocznika. Każdy obiera własną ścieżkę życia. Ja obieram ziemniaki, bo to mnie relaksuje i daje mi poczucie spełnienia.

Dziwnym jest bowiem fakt, że całe życie walczyłem o to, aby liznąć jak najszerszego zakresu wiedzy, zdobywać informacje (często śmieciowe), aby móc je kognitywnie połączyć z innymi, skomparować i spojrzeć na pewne zagadnienia z jak najrozleglejszych stron. Najbardziej jak się da obiektywnie. I co? I gówno. Spokoju ducha to nie przynosi niestety. Najgorszym bowiem jest mieć świadomość. Stąd obieranie ziemniaków. Prosta i niewymagająca wzmożonej ruchliwości na dendrytach czynność.

Tagi: , , ,

Comments 2 komentarzy »