Posts Tagged “mitch & mitch”

W wakacje staram się kontestować zastane sposoby spędzania wolnego czasu. Nie chadzam do hoRmonu, spędzam każdą wolną chwilę w plenerze poszukując szczęścia i estetycznych doznań.

Wchłaniam piękno z otoczenia, obserwuję i sprawiam, że codzienne czynności urastają do rangi niesamowitego wydarzenia. Inaczej nie potrafię, taka karma, dzielcie sobię wszystko co mówię przez trzy.

Na te dni czekałem bardzo długo – jestem wielkim fanem naszego szczecińskiego FAU, gdyż wchłanianie wizualnie wyuzdanych spektakli pozwala mi ukoić myśli i skupić się na formie. Nasz szczeciński Tetr Kana wraz ze swoim „Dokąd?” znakomicie rozpoczął cały festiwal. Mało wiem o świecie, ale zostałem bardzo miło zaskoczy faktem, że realizuje się u nas spektakle plenerowe na światowym poziomie.

Idą dalej, rok temu uwiodło mnie jedno z post-nuklearnych przedstawień, w tym roku, w tym samym miejscu (boisko koło Piwnicy Kany) sytuacja się powtórzyła. Tym razem nie uroniłem łzy czystej, rzęsistej, a po prostu przez dobre 1,5 godziny nie mogłem przywrócić do normalności twarzy z pozycji „o_O”. GENIALNE. Cytując informacje ze strony www.kana.art.pl:

TEATRO DO MAR (PORTUGALIA) – „NUSQUAM”

Grupa powstała w 1986 roku w Sines, w Portugalii. Specjalizuje się w dużych widowiskach plenerowych, które prezentowała na najważniejszych europejskich festiwalach. W swoich działaniach posługuje się współczesnym językiem artystycznym, który łączy w sobie cyrk, taniec, muzykę, sztuki plastyczne i nowe technologie – video i animację. Praca z ciałem staje się tu podstawą i punktem wyjścia do nowoczesnych poszukiwań formalnych.
Nusquam to najnowsza, tegoroczna premiera Teatru do Mar. Poprzez ciąg sugestywnych obrazów buduje jeden z wielu możliwych portretów współczesnego człowieka, wpisanego w ciągłą pogoń za iluzją wolności i szczęścia, a jednocześnie skazanego na samotność i izolację, oddzielonego od innych ścianą – w sensie przenośnym i dosłownym, „wmanipulowanego” w system. Okazuje się, że podstawą naszego życia jest konformizm, że ulegamy ciągłym naciskom i przymusom, że dostosowujemy się i przestajemy dostrzegać własne zniewolenie. Działania aktorskie rozgrywają się na czterech ruchomych, siedmiometrowych platformach, przemieszczających się po placu gry i przywołujących coraz to nowe sytuacje, konteksty, znaczenia.
www.teatrodomar.com

A oto i znaleziony na youtube film:

YouTube Preview Image

To właśnie uwielbiam w przedstawieniach plenerowych – prosty przekaz i GENIALNY PRZEROST FORMY NAD TREŚCIĄ. To wyuzdanie wizualne, które sprawia, że człowiek czuje się uczestnikiem spotkania, nie tylko biernym obserwatorem. Natłok multimediów, doznań podczas przedstawienia, wielotorowej akcji sprawia, że trudno później wyjść z tego strumienia świadomościowego i wskoczyć w normalne życie… Stan na dziś dzień: nigdy nie widziałem czegoś tak dogranego i wizualnie atrakcyjnego ;) .

Kolejny genialny spektakl, niesamowicie atrakcyjny wizualnie. Wyobrażacie sobie schody złożone z fortepianów i panią Zdzisławę, która przemywa mopem owe wymęczone podczas długiego przedstawienia instrumenty? Posilę się opisem ze strony Kany:

TEATR STREFA CISZY (POZNAŃ) I TEATR CLIPA (IZRAEL) – „SALTO MORTALE”

Salto Mortale – czarny cyrk na sześć fortepianów i dwunastu aktorów. To niezwykły kondukt żałobny – zainspirowany prawdziwą historią setek fortepianów, porzuconych na brzegu jeziora przez żołnierzy, którzy po wojnie plądrowali Szczecin. Świadkowie twierdzili, że te zapomniane i opuszczone symbole sztuki klasycznej przez lata murszały, by wreszcie rozpaść się zupełnie, zabierając ze sobą ciężar wspomnień wojennych oraz utożsamiany z nimi status, romantyzm, kulturę .
W oparciu o to wyobrażenie, „Salto Mortale” przedstawia sekwencję poruszających obrazów, prowadzonych przez osobliwą, wykolejoną trupę cyrkową, która kolejno odbudowuje zniszczone instrumenty, następnie bawi się nimi, by w rezultacie, zarówno ich formę jak i ideę, doprowadzić do ostatecznego rozpadu.
www.strefaciszy.info.poznan.pl

A na koniec coś muzycznego. Koncerty wszystkie wchłaniałem całym soba, uwielbiam różnorodną muzykę. Wyróżnienie wręczę jednak nieartystycznoulicowemu zespołowi Mitch & Mitch złożonego z samych Mitchów. Znakomite połączenie muzyki z kryminałów lat 60, Vespa’owego rocksteady i swingu z Mars Voltą, i tym co lubię w estetyce Bratów z Rakemna, czy Pogodna. Muzyczny kabaret wywołujący salwy śmiechu. Jeśli macie okazje – idźcie na koncert Miczów i obserwujcie uważnie wujkowo-staszkowe bokobrody wokalisty. A propos dystansu do siebie, wiele o zespole mówi poniższy filmik/wywiad:

YouTube Preview Image

Dziękuję Organizatorom!

Tagi: , , , ,

Comments 1 komentarz »