Posts Tagged “poezja”

Oi! Bogini z roślin powstała,
Miofilamentów od nastulat wyrzeknięta!
Twa Boskość choć chwalona przez licznych,
opiewana przez jednego.

Oto i ja.
Zagubiony wśród betonu,
a w nim pasu zieleni poszukujący.

Oto i ja. Zgubiony wśród zieleni,
a nań bloki betonu odnajdujący.

W chaosie, gdy deficyt entropii stał się nieosiągalnym opus magnum Architekta,
na „M jak Metamorfoza” jawi mi się JEDNA Stała Uniwersalna.

Idę w gąszcz i naiwnie wierzę.
Trzymam się liany, głupio ufam sobie.
Wyczuwam woń Stałej,
a Zmienne bez inicjalizacji omijam.
Wzdłuż krętych ścieżek żywego płotu do wrót Twej świątyni,
niczym nić Ariadny helisę DNA nasieniem plotę.

Skąd pęd do flory? Wciąż szukam Przyczyny.
Przeto już jestem i szybko oddycham
Rozpostarte konary inspirują,
naglą do herezji wizją hedonizmu.
W trudzie wyciosany ten to totem.
Idę po grot, by zlać nas potem potem.

Z namaszczeniem pielęgnuję gałązki.
Korę nacinam, by soki zbierać.
Ku lepszym plonom krępuję pnącza.
Te napinam w łuk strzelisty.
W stronę światła lampy sodowej.

Kosztuję kojącego owocu u szczytu Twych wzgórz,
gładzę językiem odnogi nerwacji.
Wspinam się do kwiatostanu,
by posiąść życiodajny sok.

W odpowiedzi na brak pytania,
wśród liści i kłód,
drewniane łoże
kwieciem usłane aż po grób.
Jak Euterpe i Erato w miłosnym uścisku.

Oto abstrakt: skok w bok.
W krok. W spokój, poza mrok.

Wolna forma wypowiedzi, coś jak alkoholem wspomagany strumień świadomości, podczas rzepakowej wyprawy po wsi polskiej. Na temat. Z pozdrowieniami z Chmurnego Kukułczyna.

Tagi: , , , ,

Comments Brak komentarzy »

… i pamiętaj, ze kto żuje gumę w lesie, temu chata płonie. Jak to kiedyś pewien Poeta rzekł, po czym skonał. A HoRacy zamiast wydrukować post z podsumowaniem roku Anno Domini 2009, w odpowiedzi na brak, pogrąża się w substytucji i płodzi kolejne tanie erotyki, próbując nie czuć się zmęczony każdą komórką ciała. Ten pochodzi z trzeciego kwartału 2009. Zapisany został w nocy, w telefonie, jak każda moja myśl.

Co noc krzyczę o krzywiznach linii dachów na każdym rynku, w każdym pięknym mieście. Infinitum uchylonych okien na każdym z poddaszy błaga o obecność naszych jęków.

Co noc kochamy się na drzewach. Podwieszeni za przeguby dłoni wyginamy ciała w nienaturalne łuki. Natura i pożądanie w tańcu z Erosem i Tanatosem.

Struktura dwuosobowa jest uniezależniona od reszty świata. Obieg wilgoci między nami, nasiąkanie powietrza potem, erupcja seksualnej potencji, skraplanie czystej miłości na naszych ciałach. Z drugiej strony – te cholerne maski dla świata, jako wentyl bezpieczeństwa, by nie zatracić się do szczętu w postępującym uzależnieniu od swych tkanek opiętych na przyspieszonych oddechach. Probierz n-holizmu.

Miasto samo nic nie znaczy. Jest jak szyna danych, nośnik informacji. Trywialne tło dla wyjętych z przestrzeni wydarzeń, gdzie kreuje nowe zależności ekstraordynarny Mistrz Gry.

Głowa niczym reaktor aktu tworzenia, ciało jako wulkan, zwiastun magmy.

Wiem, że słabe. Wiem, że typowe. Wiem też, że oddaje chwilowy stan umysłu i pozwala mi go odtworzyć. Poza tym, parafrazując Mądrość pewną:

klęska.
jako nadawca komunikatu zawiodłem,
wracam na tarczy.
akt językowy to sprawa podła,
gdy wieloznaczność warczy.

i chuj…

Tagi: , ,

Comments 2 komentarzy »

Kolejny tani erotyk, spłodzony podczas śnieżnego powrotu z krokietów z baru mlecznego, gdzieś na ulicy Jagiellońskiej. Nagrany wokalnie na telefon komórkowy, zainspirowany billboardem Orange.

Czuję, więc jestem (sakralna prostytucja).

Jestem nieśmiałą dziewczyną, którą spotkałem w barze mlecznym.
Jestem każdą z kobiet z którą dzieliłem przestrzeń w windzie.
Jestem kojącym głosem operatorki z call-center na Ukrainie.
Jestem tłumionym jękiem rozkoszy, który nocą wypadł przez niedomknięte okno.
Jestem tą puszystą panią, która bardziej chciała, azali mogła.
Jestem kuszącym zapachem niewiasty nieosiągalnej, którą codziennie mijam w tramwaju.
Jestem każdą kobietą, której wilgoci zaznałem.
Jestem matką trojga dzieci, co zawsze dzwoni za potrzebą.
Jestem platonicznym uczuciem do nauczyciela francuskiego.

Mgła ograniczyła widoczność do kilku metrów.
Pomarańczowa aura pieści powietrze światłem latarni.
Fotony rozpraszają się płynnie w drobinkach pary wodnej.
W oddali zapraszają czerwone neony.
Kusicielki z pornoklubu wyglądają dziś nad wyraz pięknie,
ale wierzę, że córy Koryntu nie są zwykłymi dziwkami.
Modlę się o moje wyimaginowane żony.

Tagi: , , , , , ,

Comments 4 komentarzy »

Nie mogę spać, wątpię, więc jestem. I piszę.

Język

Wybieram swój język
i muskaniem konstruuję hellisę
narastających doznań.
Kręta droga między uchem, a karkiem
niewyraźnie szepcze o więcej.

Chwilę zastanawiam się
i przecinam twą skórę
kłując niepewnością.
Nagość staję się nieporządanym okryciem,
a nieokrzesane żądze
palą i goreją.

Chwilę zastanawiam się
i zaczynam rozumieć
sens naruszenia ciągłej struktury twej gładkiej powłoki.
Dentalną magią rozrywam twój układ krążenia,
gdy biel zębów kontrastuje z żywą jeszcze czerwienią
na płótnie z pobudzonej skóry.
Tę lubieżnie zwilżam śliną i enzymami.
Nie potrzebny jest podtlenek azotu,
dziś smak osocza będzie królową anestezją.

Wielkie twe oczy rysują ambiwalencję,
ja dezintegrując produkuję twardsze tu i teraz.
Nie robimy nic złego, głaszcze i wplatam dłoń w twoje włosy.
Ćpam smak, gryzę intensywność,
po stukroć proszę  o intensywny rewanż.
Nocą czucie staje się jedynym sensem istnienia.

Tagi: , ,

Comments 2 komentarzy »